Sezon A.D. 2026 rozpoczęty

To pierwsza impreza od listopada ubiegłego roku.

Niedobory górskie mam jak diabli. Lepiej późno niż wcale, chciałoby się rzec. Mam nadzieję, że teraz już pójdzie...z górki :)). Zastanawiałem się gdzie ruszyć szanowne cztery litery i zacząłem grzebać w internetach celem zorientowania się, co słychać w Górach Sowich. I masz, znalazłem!

28.02.2026 

Wrocław - Bielawa Zachodnia - Pieszyce Mostek - Rozdroże nad Glinnem

Góry Sowie bardzo mnie odpowiadają. Rzekłbym nawet, że pasmo rzeczone to samo dobro. Wyniuchałem trasę akuratną na łyk-endzik. Szafa spakowana, kulam na dworzec. O 7.40 wiozę się do Bielawy Zachodniej. Trasa mija bez problemu. Docieram na miejsce, "orzeł wylądował":
Bielawa Zachodnia jest bardzo dobrym miejscem startu w Góry Sowie. Już kilka razy miałem przyjemność startować z tego miejsca. Muszę dotrzeć do Pieszyc. Jako, że nie mam połączenia w tym kierunku, stąd kurs do Bielawy Zachodniej i dalej do Pieszyc polami. Tia, stać mnie. Po skromniej rozgrzewce docieram na miejsce. Pieszyce Mostek, na ten dobry wiosenny dzień:
Miejscem startu podkręcony jestem jak diabli. W 2020 roku starowałem stąd czerwonym szlakiem do Doliny Czyżynki, teraz kulam szlakiem żółtym, który został wydłużony do Podolina. Z informacji zawartych w Mapach Gór Sowich od Compass, przebieg widnieje - wyd. V 2016 rok - do Walimia, natomiast wyd. X 2024 pokazuje przebieg do Lutomi Górnej. Obecnie szlak wydłużony został do położonej na skraju wsi Rościszów Stajni Podolin. Powieka mnie nawet nie pykła przy wyborze trasy. Obecny przebieg mierzy 30 km z małym "groszem", czyli jak dla mnie idealnie na ten łyk-end. Jak to mówią "piniondz" nie śpi, zatem w drogę! Melduję się w Kamionkach Dolnych:
Mijam kościół Aniołów Stróżów:
Polana Stara Jodła, czas na wyrównanie oddechu:
Przede mną Wielka Sowa 1015 m n.p.m. Zanim dotrę do szczytu, wspomnienie zimy:
Partia szczytowa Wielkiej Sowy to lodowisko, raczki byłyby jak znalazł. Docieram w zdrowiu na szczyt, Wielka Sowa 1015 m n.p.m.:
Nie bawię długo. Jarmarczna atmosfera to nie jest to czego potrzebuję. Dlatego zawijam się, na co mnie to. Poniżej szczytu ruiny schronu wojskowego:
Zajrzałem do kamiennego krzyża, pomnik 4-letniego Carla Griegera, którgo ojciec "zgubił" w tej okolicy 20 maja 1856 roku. Szczątki dziecka znaleziono po ponad roku:
Zupełnie zapomniałem o kamieniu granicznym, który pominąłem??/fot.11.2017/
Wracam do szlaku żółtego i kulam na Małą Sowę 972 m n.p.m.:
Na "małe 5" uwalam się na Jeleniej Polanie:
Po odpoczynku ruszam do Walimia. Po drodze mijam lokalne centrum spotkań??
Będąc w Walimiu wbijam do sklepu "Kaprys". Szczypiorek chodzi za mną od Bielawy. W "Kaprysie" jest wszystko :))
Korzystając z wiosennej aury, "przyjąłem na klatę" banana z kefirem. Lekko posilony pora ruszać na ostatnią prostą. Kierunek Glinne! Okolice są mnie znane, zatem o nocleg mam nadzieję być spokojny. Docieram do Rozdroża nad Glinnem. Jest widokowo, jest kameralnie i opału ci tutaj pod dostatkiem. Nie będę kombinować z noclegiem, będzie kimane z widokiem na Masyw Ślęży. Kto biednemu zabroni? Zrzucam klamoty i póki jestem na chodzie znoszę trochę drzewa. Namiot rozbity, ognisko płonie, czas postawić na herbatę:
Przycupnąłem z garnuchem gorącego napitku przy ognisku:

Jest miło, ale wieczory są jeszcze chłodne. Poza tym, Góry Sowie dają w łydy :)) i do tego sen mnie morzy więc to normalne, że zaraz odpadnę. Nie, nie zamierzam z tym walczyć. Wbijam do namiotu, dobranoc.

1.03.2026 

Rozdroże nad Glinnem - Podolin - Wrocław

Pierwszy nocleg w 2026 roku mija bez problemu. Bladym świtem wylegam na zewnątrz celem ogarnięcia sytuacji. Masyw Ślęży prezentuje się wybornie o poranku:
Tak sobie rozmyślam i stwierdzam, że jajecznica w tak znakomitych okolicznościach przyrody to będzie to! Wbijam do namiotu. Postawiłem na herbatę i skusiłem się na jajecznicę z trzech jaj, oczywiście obowiązkowo ze szczypiorkiem:
Podczas posiłku rozważam nad życiem :)). Namiot mokry, kondensacja w normie :), zatem opcja drugiego śniadania w pakiecie z suszeniem namiotu przy Kroackiej Studziance będzie dobrym pomysłem, tak też czynię. Po śniadanku zwijam bajzel i kulam do Glinnego. Okolice mnie powalają:
Prawie u celu, Glinne:
Mijam oczywiście znajomą karczmę "Bełty", do której to pewnego razu wbiłem na żurek w chlebku:
Kręcę do Kroackiej Studzianki, już prawie:
I jestem u celu, Kroacka Studzianka:
Kurczaczki, wiata jest super. Posiada jeden feler, kiedy w niej jestem zawsze jest "przeciąg":)). Rozsiadam się na drugie śniadanie. Kuchnia za chwil parę wyda żużel z cebulką:
Korzystając z okazji rozłożę i wysuszę namiot. Poparłem to oczywiście dwoma garnuchami herbaty i czas się zwijać, namiot prawie suchy. Ruszam. Docieram do Przełęczy Jaworowa Polana 512 m n.p.m.:
Od tego miejsca zaczyna mowę mnie odbierać. Zbliżam się do Lutomi Górnej pod Grabą:
Bardzo lubię takie rzeczy:
Docieram do skrzyżowania szlaków:
Korzystam z okazji i odbijam na szlak czarny. Od dawna planowałem odwiedzić pewne miejsce, które drzewiej było poza szlakiem. Chodzi o krzyż, Krzyż Martwego Młodzieńca. Droga do krzyża to pełny wypas:
Docieram na miejsce:
To miejsce to pamiątka po dokonanej 19 września 1824 roku straszliwej zbrodni. Ofiarą niezrównoważonego psychicznie Johanna z Rusinowej stał się 12-letni pastuszek Gottfried Scholz. Wracam do szlaku żółtego. Nie mogę pominąć takiej informacji:
W Lutomi Górnej wbijam do sklepu spożywczego na kefir z dodatkami :). Do Podgórza wiodą szlaki żółty i czerwony, którym szedłem w w 2020 roku. Docieram na miejsce:
Kimałem tutaj w maju 2020 roku podczas imprezy  "Na krawędzi". Wówczas miejsce było zacne na biwak/zdj.05.2020/:
Obecnie obraz nędzy i rozpaczy:
Pora odwiedzić pomnik cesarza Wilhelma I, do którego dojście w 2020 roku było poza szlakiem, obecnie wiedzie tam szlak żółty:
Do końca trasy zostaje mnie około 1 godzina drogi. Zaczyna kropić deszcz. Końcowy akord imprezy:
Docieram na miejsce, czyli do kropy końcowej:

Pozostaje jeszcze mnie zejść do wiaty na pętli autobusowej w Rościszowie. Schodzę już w opadzie deszczu i marzę aby jak najszybciej dotrzeć do wiaty. Na pętli czekam na Dagmarę, która wraca z Kudowy i przechwytuje mnie lekko zmokniętego. W drodze do Wrocławia zaczyna lać. Mogę śmiało stwierdzić, że udało mnie się :). W Góry Sowie wrócę, bo jest w nich co robić.

 Dziękuję za uwagę.

Komentarze