Na krawędzi


Będąc na pierwszym/od zniesienia zakazu wstępu do lasów z tytułu pandemii/sudeckim melanżu w kwietniu br. z Redem z bloga Góry ponad chmurami, byłem tak zafascynowany okolicami którymi się szwendaliśmy, że postanowiłem zrobić skromną powtórkę... z rozrywki.
Tematem przewodnim jest czerwony szlak, który docelowo ma być bardzo długim szlakiem, cokolwiek to znaczy. Obecnie przebiega przez Góry Sowie do zamku Cisy, a precyzyjniej do parkingu z miejscem odpoczynku i zwany Szlakiem Sudeckiego Uskoku Brzeżnego. Zastanawiam się, czy ten szlak jest częścią jakiegoś większego projektu, a może tak ma pozostać? Jeden z wałbrzyskich przewodników i znakarzy zapewne wie więcej ;) Jako, że wszystko zaczyna "wracać do normy" do strefy zrzutu pofatygowałem się autobusem.

29.05.2020

Wrocław - Pieszyce - Lutomia Górna


Z Wrocławia wyjeżdżam o szóstej rano. W autobusie luz jak nigdy, do przystanku końcowego nie było więcej niż sześć osób. Podróż mija spokojnie, analiza mapy i takie tam. Pieszyce, przed godziną ósmą "orzeł wylądował". Obowiązkowo zaglądam do sklepu firmowego "Gawrycki" celem zakupu kaszanki, którą to bardzo poważam na wyjazdach, w dyskoncie dokupiłem małą kostkę masła i ruszam w drogę. Po drodze "zaczepia" mnie kierowca śmieciarki. Po chwili rozmowy okazuje się, że mój rozmówca to miłośnik górskich wojaży na rowerze. Za chwilę dotrę do kropy początkowej. Pieszyce Mostek, w tym miejscu zaczyna się czerwony szlak:


Zrzucam klamota na wyrównanie oddechu:


Ostatni przegląd ekwipunku i ruszam na ponad 66 km szlajanko. Za mapą turystyczną trasa oferuje przebieg 66,3 km, suma podejść 2246 m, suma zejść 2260 m, najwyższy punkt na trasie - Polana Potoczkowa 726 m npm, trasa oferuje również 78 pkt GOT. Ruszam na spokojnie, mam czas. Docieram na Rozdroże nad Pieszycami:


Miejsce oferuje przyjemne miejsce odpoczynku włącznie z parkingiem:


Ponownie spotykam sympatycznego kierowcę, z którym wcześniej ucięliśmy sobie pogawędkę. Kierowca proponuje kawę z termosa, jako że kawy nie piję, dziękuję za poczęstunek i w zgodzie się żegnamy, mamy "robotę do zrobienia".


Wchodząc do lasu zaczyna padać, na szczęście tylko przelotnie. Za chwilę docieram do pierwszego miejsca otuchy dodającego z widokiem na Kamionki:


To fragment trasy z nowym przebiegiem szlaku, co według mnie jest dobrym pomysłem. Zanim zejdę do Kamionek trafiam na kolejną ciekawostkę, Smocza Jama, która jest pozostałością kopalnianą w Kamionkach:


Melduję się w Kamionkach:


Znajduje się tutaj również kościół filialny pw. Aniołów Stróżów:


Nad Kamionkami:


Przede mną odcinek leśny. Docieram do Rozdroża nad Lasocinem 483 m npm, by po chwili osiągnąć Lasocin Gajówkę:


Spotkałem tutaj tak ślicznego kota, że miałem wątpliwości, czy to aby nie ŻBIK :) Niestety, nie zdążyłem go uchwycić "na matrycy". W drodze na Potoczkową Polanę mała odmiana:


Wkrótce wszystko wraca do normy, wychodzę z lasu i małe co nieco dla duszy:


Ponownie wchodzę do lasu aby dupę uwalić na Potoczkowej Polanie, na której osiągam najwyższy punkt imprezy 726 m npm. Miesiąc temu tu byłem. I z cyklu znajdź różnicę 04.2020 vs 05.2020 ;))


Jestem na przepięknym odcinku trasy, chce się żyć:


Będąc na dole korzystam z okazji i uzupełniam wodę. Przerwę na obiad zamierzam zrobić przy Kroackiej Studziance, a mając doświadczenie z ubiegłego miesiąca, to "wolę nosić niż się prosić". Docieram do Rozdroża nad Modlęcinem, za którym muszę chwilę "odpocząć" :


Nadal i wciąż pławię się luksusem Gór Sowich:


Ponownie muszę odpocząć, zdrowie mam jedno i bardzo je szanuję:


Masyw Ślęży robi na mnie wrażenie:


Ha! "Mustangi" w Górach Sowich? Czemu nie?


Dokulałem do Rozdroża pod Kokotem:


Trasa powiela mnie się z tą, którą robiłem w ubiegłym miesiącu. Docieram do kamiennego pomnika poświęconego Rudolfowi Thiele. Dla odmiany zapodaję do Skały Niedźwiedź:


Jak podają niektóre źródła, na jednej z wychodni wyryta jest swastyka :


Chwilę tutaj spędziłem, w drodze powrotnej odpuściłem wejście na Kokot, inną razą. Kulam do Kroackiej Studzienki, jestem głodny.


Woda już bije z rury, ostatnio była susza. Prawdą jest, że cały kwiecień nie padało. Poszedłem pod wiatę, ale to "dzieło" chroniące przed niczym jest spartaczone, duży przewiew. Oddaliłem się poniżej na ławki i zasiadłem jak normalny biały człowiek:


Podczas przerwy zaświtała mnie taka refleksja, odkąd idę nie ma żadnej informacji o punkcie końcowym szlaku. Uprzedzę fakt, tego się nie dowiecie z tabliczek zawartych na szlaku. Może ten stan się zmieni, jak np. tabliczka z informacją na Polanie Potoczkowej, której w kwietniu jeszcze nie było. Za chwilę się zbieram do Lutomi, gdzie zamierzam dać sobie pierwszy nocleg. Wcześniej jednak zamierzam odwiedzić pewne miejsce, które kiedyś było bardzo dobrym punktem widokowym. I co zaskakujące, czerwony szlak pomija to miejsce, chociaż można dojrzeć tabliczkę informacyjną:


Chodzi o pomnik poświęcony królowi Prus i cesarzowi Niemiec Wilhelmowi I :


Jestem już trochę zmęczony, z przyjemnością udaję się na pierwszy nocleg:


Po kolacji zrobiłem sobie jeszcze jeden kuban herbaty, czekając aż napój ostygnie położyłem się na chwilę. Nie pamiętam kiedy, ale film mnie się urwał. Poległem snem sprawiedliwego.

30.05.2020

Lutomia Górna - wiata w Dolinie Różaneczników


Spałem jak "zabity". Poranny ceremoniał i czas wygramolić się na "stoły" na śniadanie:


Po dobrym śniadaniu pora się zwijać, przede mną bardzo kameralny odcinek. Idę do "city" :


Załapałem się nawet na darmowe czereśnie:


I melduję się w Lutomi Górnej, po drodze :


I podobnie jak w ubiegłym miesiącu na "małe 5" instaluję się w wiacie przystankowej, to dobry punkt obserwacyjny :) Odsapnąwszy ruszam na bardzo widokowy odcinek trasy. Po drodze właściciel jednej z posesji prosił mnie abym zwrócił uwagę na zamknięcie elektrycznych pastuchów, a ja będąc już na "górze" ponownie zachwycam się panoramą Masywu Ślęży:


Docieram do "Odyńcówki", stanicy myśliwskiej. Miejsce bardzo dobre na nocleg pod namiotem:


W pobliżu jest woda. Ruszam na odcinek specjalny do Bystrzycy Górnej, w znanym mi już sklepie spożywczym zrobię przerwę i uraczę się maślanką z ciasteczkami. Jestem prawie na miejscu:


Ruszam na kolejny etap, czyli Witoszów Górny. Prawie jak w Beskidzie Niskim ;)


Docieram do skrzyżowania szlaków niebiskiego, czerwonego i żółto-niebiesko-żółtego:


Za chwilę dotrę na nowe tereny, wkraczam wg mapy na Pogórze Świebodzickie:


Miejsce jest tak urokliwe, że nie mogę sobie odmówić odpoczynku:


Zauważyłem też, że w drugim patyku skończyła mnie się widia. Kijki roku nie mają, a widia klękła w obu. Na szczęście znając "tajniki" chińskiej taniochy zaopatrzyłem się w dodatkowe końcówki:


Czymże jest awaria patyka na tle takiego pleneru :)


Jeszcze odrobinę wysiłku :


I melduję się w Świebodzicach:


Mijając wcześniej sklep monopolowy wbiłem na puszkę imperialistycznego chłamu, tym razem od czerwonych. Ruszając dalej a mijając szlakowskaz z informacją, że do Książa mam ponad godzinę, zaczynam zastanawiać się nad noclegiem.


Na mój gust, dokonując przemarszu przez Świebodzice uważam, że oznaczenie szlaku jest dobrze ogarnięte. Kulając już ściechą nad Doliną Różaneczników dostrzegam dużą wiatę. Z początku myślałem, że to jakaś posesja i chciałem to sprawdzić. Okazało się, że lepiej trafić nie mogłem:


Loguję się w obiekcie, a smaczku dodaje fakt, że nieopodal kwitną rododendrony. Trudno, zaległem w "oleandrach":


Smaczku dodaje fakt, że ptaszki śpiewają, "kwiatuszki pachną", a wiata jest do mojej dyspozycji. Klecę naprędce barłóg, kolacja, telefon do domu i hop... do wora. Dobranoc.

31.05.2020

Wiata w Dolinie Różaneczników - Pod Kamieniskiem 352 m npm / Dolina Czyżynki - Wrocław


Kufa, bladym świtem zaczyna padać i przybierać na sile. Na szczęście będąc po śniadaniu opad słabnie na tyle, że mogę ruszać na trasę. Niedaleko znajduje się druga wiata, ale w gorszym standardzie:
- monitorowana
- na głównej trasie
- przewiewna


Docieram do kompleksu zamkowego. Zaglądam do kompleksu zwanego Stado Ogierów:


W regulaminie obiektu widnieje, że wstęp jest płatny. Widzę wrota otwarte, nikogo nie ma, zatem wbijam na bezczela. Od razu kręcę do stajni i muszę przyznać, jestem pod wrażeniem. Większość koni utytułowane m.in. w powożeniu. Odwiedziłem dwie stajnie i opuściłem "lokal".


Powoli docieram do zamku. Ogromem budowli jestem przytłoczony, odbijam do Wąwozu Książ.


Docieram do pomnika przyrody, prawdopodobnie najstarszego Cisu w Sudetach, mierzy w obwodzie 285 cm:


Przechadzka Wąwozem Pełcznicy koi moje morale:


Smuci mnie, że włodarze tego miejsca nie reagują na syf zawarty w tak zacnym miejscu:


Docieram na dawny Łabędzi Staw. Na wysepce znajdował się grób dzieci Hochbergów. Obecnie tak to wygląda:


Przede mną kolejna atrakcja, ruiny Starego Książa. Podejście jest bardzo fajne, no i jestem:


Klamoty zostawiłem na "zewnątrz" i kręcę na zamek. Ruiny Starego Książa robią na mnie bardzo pozytywne wrażenie:


Pora się zbierać:


Nie wiem skąd mnie się ubzdurało, że opuszczając Książ, zaraz zakończę imprezę. Nic bardziej mylnego. Docieram do miejsca Spisz :


Widząc jakże znajomy kościół, czuję, że coś się kroi. I się nie pomyliłem.


Przede mną atrakcja w postaci rajdu przez osiedle Podzamcze, najbardziej podły odcinek szlaku. Jest totalny mix. Szlak czerwony, tabliczki informacyjne Szlaku Ułanów Legii Nadwiślańskiej:


Szlak poprowadzono centralnie przez między blokami osiedla Podzamcze, dla mnie cyrk! Prześmiewczo nazwałem ten odcinek "szlakiem markietów", dodatkowo na trasie znajdziemy sklep monopolowy "źródełko". Do tego na tym odcinku trzeba być czujnym... jak kobra, bardzo łatwo o zgubienie szlaku. Z Podzamcza docieram do Szczawna Zdroju. Z tych nerwów kręcę do Pomnika Ułanów:


Jestem na miejscu:


Wracam do czerwonego szlaku, którego oznaczenie SULN przemalowano "farbką":


Najgorsze za mną. Kręcę do Strugi.


Posesja na sprzedaż:


Przy samym końcu imprezy przegapiłem odbicie czerwonego szlaku, co skutkuje, że do bilansu ogólnego kilometrażu muszę dorzucić "parę metrów". Cały i zdrowy docieram do końcowej kropy, pod Kamieniskiem 352 m npm :


Nadmienić muszę, że zarówno przy kropie końcowej jak i na całym przebiegu szlaku nie ma żadnej wzmianki gdzie kończy się szlak, co jest dla mnie niezrozumiałe. Imprezę kończę około godziny 14.45 rytualnym garnuchem imperialistycznego chłamu:


Cały szlak jest wg mnie bardzo fajny i godny uwagi na dłuższy łyk-end. Największy niesmak zostawia odcinek przez osiedle Podzamcze, uważam że poprowadzono ten odcinek bezsensownie. W rejony Pogórza Wałbrzyskiego, Gór Wałbrzyskich wrócę za czas jakiś, bo warto. Kulam do Cieszowa Górnego. Na odchodne rzut oka :


Na zakończenie ślad trasy:


Dziękuję za uwagę.

Komentarze

  1. Hej menel. Ze względu na zamknięte granice, poszukuję nowych ścieżek w polskich górach i ostatnio spodobały mi się przejścia od kropki do kropki jednokolorowych szlaków, takich max do 100 km, a najlepiej trochę krótszych co by nadawały się na 2-4 dni. Zapodałbyś może przebieg tego szlaku z relacji z linkiem na mapie turystycznej? No i inne szlaki jeżeli znasz a mieszczące się w kryteriach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz powinno być dobrze :)

      https://mapa-turystyczna.pl/route/gcdg

      Usuń
    2. Skadi, co do innych szlaków. Tak na szybko - Szlak Wygasłych Wulkanów, start Legnickie Pole => Złotoryja. Dystans ok. 85 km, perełka na Pogórzu Kaczawskim.

      Usuń
    3. Znam, bo to szlak "za domem". Miałam kilka prób zrobienia go na rowerze, ale mnie nerw łapał jak szlak zaczął przebiegach przez chaszcze bądź tereny prywatne. Oddział PTTK mający w opiece ten szlak podobno zrobił z tym porządek i wytyczył nowy przebieg. Czy tylko na mapie czy również w terenie, tego nie wiem.

      Usuń
  2. Mogliby to pociągnąć dalej. Byłby fajny szlak długodystansowy, puszczony przez zupełnie nieoczywiste miejsca. Ludzi po drodze to chyba za bardzo nie było? Odcinek przez Podzamcze poprowadzono chyba tylko ze względu na ten monopolowy. ;)

    Patrząc na tegoroczną cenę czereśni, można chyba nie bez przesady stwierdzić, że wyjazd miałeś za free. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ceny czereśni, tiaaaa... w radio trąbili, że nawet po 75 pln/kg byli :))
      A szlak? Dave , a co powiesz na trasę z początkiem w Złotoryi i końcem np. w Vidnavie w Czechach? Oczywiście krawędzią.

      Usuń
  3. Super sprawa, jak zwykle miło poczytać. Niektóre widokowe polany mocno klimatyczne plus "smaczki sudeckie", jak ten kamień ze swastyką.
    Ech...pokręciło by się trochę z szafą na plecach...muszę jakoś do października wytrzymać...może pogoda znów będzie jak "kiedyś w Pieninach" :-)

    Pozdro z Północy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przełom Pełcznicy muszę powtórzyc po latach tej jesieni...


    Pozdro z Piekła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te kije to Naturehike?

    Udało się umieścić mapkę w relacji :)

    Ten szlak to jakiś pomysł na wyjazd, tylko odcinek przez miasto trochę zniechęca. Ale można się pocieszyć, że to tylko kawałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia, udało się... dzięki "takiemu jednemu", bez którego bym zginął ;))

      ps. Dzięki za pomoc.

      Usuń
  6. Brawka, szlak wydawałoby się w tak znanych, złażonych, oczywistych, banalnych (ect.) okolicach i okolicznościach, że "meeh, nuda paanie", ale czytałem z wypiekami ciekawy co będzie dalej za zakrętem. Świetna sprawa.
    ...odcinek przez Podzamcze może tylko po to żeby na finiszu dostać w ucho, jeśli wcześniej brak komu emocji było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz:
      "...odcinek przez Podzamcze może tylko po to żeby na finiszu dostać w ucho, jeśli wcześniej brak komu emocji było."

      Ustrzeliłeś sedno... w dyszkie.

      Usuń

Prześlij komentarz