Zielony szlak Zagórz - Krysowa

Nadszedł upragniony urlop tzw. zimowy.

Podczas styczniowych mrozów miałem cichą nadzieję, że starczy aury do lutego. Niestety, nieco rozczarowany warunkami postanowiłem zapodać w niższe partie Bieszczadów. Jako, że tytułowa trasa frapowała mnie od dłuższego czasu, stwierdziłem, że może się okazać całkiem niezłym wyborem. Z duszą na ramieniu pakuję szafę, cały czas pada deszcz...

13.02.2024 

Wrocław - Zagórz - Lesko, hotel "Szelców"

Dłuższy czas się miotałem gdzie jechać. Obcinka na warunki pogodowe zaczęła mnie powoli zniechęcać, cały czas opady deszczu i wiatry. W pewnym momencie zaczęło się poprawiać w Sudetach więc kleciłem małe co nieco w Górach Złotych. W końcu padło jednak na Bieszczady. Klasycznie o 3.40 do Sanoka kulam Neobusem za 59 zyla:
W Sanoku tradycyjnie polazłem na lody "na górę", następnie wjazd do "Biedry" po banany itd. Mam jeszcze ponad 20 minut na transport do Zagórza:
Zaczęła się druga dekada lutego, niby zima w pełni, a na dworze wiosna. Koń by się uśmiał. Podjeżdża autobus miejski, ruszam do Zagórza. Około 20 minut później "orzeł wylądował". Wbiłem do "markietu" po skromne wiktuały, na czczo nie wypada wyruszać:
Po posiłku czas ruszać ku przygodzie, startuję z Pogórza Bukowskiego:
Coś tam trąciłem, foteczka zrobiona, zatem w drogę. Przede mną ponad 60 km., start! Podczas przemarszu przez Zagórz dzwoni do mnie Red. Mijam greckokatolicką/obecnie prawosławną/ cerkiew p.w. św. Michała Archanioła z 1836 roku:
Kieruję się do ruin Klasztoru Karmelitów, zawsze tam nie byłem muszę zaznaczyć. Zagórz na do widzewa, widokiem jestem porobiony:
Docieram do ruin klasztoru:
Podziwiam ruiny jak i widoki. Za chwilę będę w Wielopolu:
Uzupełniłem wodę do peta i ruszam dalej. Do Leska mam ok. 3 godziny. Przekraczam Osławę:
Za chwilę melduję się przed murowaną cerkwią filialną p.w. św. Michała Archanioła z 1865 roku, która od 1991 roku jest w rękach grekokatolików:
Pogoda całkiem znośna, nie licząc grzęzawiska, po którym się włóczę. Zostawiam murowaną cerkiew jak i ruiny klasztoru, gdyby nie bagienko byłoby wybornie:
Jeszcze przez chwilę cieszę się widokami, niebawem wkroczę w las i zacznie się mrok :). To, że niebawem zacznie się ściemniać to pikuś. Problemem jest działalność leśników, którzy ciężkim sprzętem gnoją zarówno leśne drogi jak i grabią lasy wycinką. A ja utytłany błockiem docieram na Gruszkę 583 m n.p.m., szczyt zaliczany do Korony Ziemi Sanockiej:

Zaczyna się ściemniać i kropić. Do Leska chciałem zejść czarnym szlakiem gminnym przez lądowisko szybowców, ale z racji zastanego warunku odpuszczam wariant przez Weremień. Dalsza trasa już po ćmoku, czyli przy blasku czołówki. Na nocleg pod namiotem nie decyduję się, nie ma na to warunku. Schodzę do Leska, kulam do centrum. Dwa namiary na nocleg okazały się nieaktualne, ale hotel "Szelców" stoi dla mnie otworem. Pierwszy nocleg będzie po królewsku, stać mnie :). Po drodze wbijam do "markietu", na mleko smaki mam jak diabli. Wbijam na salony. Zainstalowany w pokoju, rzucam nura następnie szybka kolacja, salto na tapczan i sen. Zmęczon jestem, dobranoc. 

14.02.2024 

Lesko, hotel "Szelców" - wiatunia nad Rybnem

Spałem jak zabity :). W cenę noclegu wliczone mam śniadanie, czyli pośpiech nie jest wskazany. "Leżę i pachnę" do siódmej, po czym schodzę do jadalni na posiłek. Najedzony a opity jak bąk wracam na kwadrat i opuszczam hotel. Nie mogę się oprzeć kapliczce:
Muszę dojść do ronda i za chwilę melduję się w centrum. Już na szlaku:
Mijam synagogę:
Natomiast na wschód od synagogi znajduje się kirkut. Krokiem równym a tempem miarowym mijam piękną chyżę przy ul. Źródlanej, jeszcze stoi:
Niebawem docieram do miejsca bardzo zacisznego, w którym znajdują się ocembrowane źródełka mineralne. Jedno nawet było czynne. Poza tym ominęła mnie gratka, czyli darmowy nocleg w tym jakże zacnym miejscu. Na przyszłość wiem gdzie przyjdę na nocleg:
Wspomnieć należy o kamieniu ku pamięci Józefa Piłsudskiego z datą jego śmierci, który postawiono w 1935 roku a odrestaurowano w 2015 roku:
Przede mną krótki acz ciekawy widokowo odcinek. Za chwilę przekroczę jezdnię i kolejna wiata, w której wyrównam oddech:

Przede mną kolejna atrakcja i to nie byle jaka. Ruszam do Kamienia Leskiego, czyli ogromnego ostańca skalnego, który znajduje się w lesie blisko szosy. Przed rzeczonym ostańcem znajduje się miejsce na namiot i oczywiście fantastyczne miejsce na ognisko:

Parę metrów dalej docieram do kulminacji, czyli wychodnia skalna zbudowana z piaskowca krośnieńskiego o wysokości około 20 m :
Kamień Leski cd.:
Chwilę spędziłem w tym miejscu i przyznaję, że temat jest zacny. Dalsza trasa zielonym szlakiem na Czulnię jest nieco monotonna. Przy kolejnej wizycie w tym rejonie zdecydowanie odbiję na Kostryń do kapliczki na kurchanie. Na szlaku są miejsca gdzie leśnicy nie gnoją ścieżek ciężkim sprzętem, przejście jest wtedy zdecydowanie lepsze mimo dużej wilgotności podłoża. Docieram na Czulnię 576 m n.p.m.:
Chwila na wyrównanie oddechu i schodzę do Zwierzynia. Podczas zejścia muszę uważać, noga czasem odjeżdża. Zwierzyń wita mnie bunkrem Linii Mołotowa:
Sprawy układają się idealnie, przed mostem przez San dostrzegam swoim skorumpowanym wzrokiem wiatę przystankową. Ani chybi, czas na pierwszy obiad!
Błędem by było napinać się na czasy przejścia, z dużo większą przyjemnością uwalam się celem odpoczynku i op*******nia czegoś na ciepło:
Nieco głód zaspokoiwszy pora się zbierać. Dalsza trasa według mojego menelskiego mniemania jest chyba najciekawszym odcinkiem szlaku. "Bez most" przekraczam San, stan rzeki jest imponujący:
Zostawiam Zwierzyń:
Przez chwilę kulam asfaltem ze stacjami drogi krzyżowej, w pewnym momencie odbijam na drogę gruntową. Do cudownego źródełka nie idę, w wodę jestem zabezpieczony. Żegnam Czulnię:
Niebawem obcinam na zaporę wodną w Myczkowcach:
Przez chwilę cieszę się widokiem na Jezioro Myczkowieckie i docieram do miejsca gdzie jest odbicie do stanicy ZHP Berdo. Tutaj pauzuję. Za chwilę ruszę do nieistniejącej wsi Bereźnica Niżna, dla mnie to majstersztyk. Jest dziko, dziko...i malowniczo. Będzie nawet odrobina hardkoru. Schodzę w dolinę potoku Bereźnica, jestem wniebowzięty:
Przechodząc tędy w pełni lata to nielada wyzwanie :). Dla spokoju sumienia uzupełniam wodę do peta, licho nie śpi. Po jakimś czasie wychodzę z lasu na polany, życie jest piękne :))
Kulam przez tereny nieistniejącej wsi Bereźnica Niżna, którą lokowali przed 1580 rokiem na prawie wołoskim Balowie z Hoczwi. W 1921 roku BN liczyła 37 domów i 221 mieszkańców. Po II wojnie światowej /2.10.1945 r./ całkowicie zniszczona i wyludniona. Na południowym końcu wsi znajduje się cmentarz. Chwilę tu pomarudziłem:
Opuszczam Bereźnicę Niżną:
Przede mną Myczków. W Bieszczadach przedwiośnie pełną gębą:
Wychodzę z lasu i niebawem minę pierwsze zabudowania Myczkowa. Samopoczucie mam bardzo dobre podobnie jak i warunek:
Kulam asfaltem do drogi nr 894. Mijam ławkę na której przysiadłem i golnąłem garnucha gorącej herbaty, po czym polazłem dalej. Dochodząc do drogi 894 należy skręcić w lewo i po ok. 200-300 metrach jest szlakowskaz:

Zamierzam dupę uwalić na Wierchach 535 m n.p.m., na które notabene docieram już po ćmoku. Miejsce jest zacne, ale niestety rozjechane przez pracowników leśnych. Przez chwilę miałem nadzieję, bo znajdująca się "kanciapa" dla "szkodników" jest niestety zamknięta na cztery spusty. Przy blasku czołówki schodzę do skrzyżowania, gdzie szlak wykręca do Wołkowyi przez Rybne. Mogę śmiało powiedzieć o farcie, bowiem nie dość, że jest bezwietrznie i bezchmurnie, to na dodatek znajdujący się tam "kawałek dachu" ratuje moje nędzne dupsko. Nie mam innej możliwości jak uwalić się na stole, bo nogi odmówiły mnie posłuszeństwa :)). Wcześniej ogarnąłem treściwą kolację, skleciłem barłóg i odpadłem snem sprawiedliwego. Dobranoc. 

15.02.2024 

Wiatunia nad Rybnem - okolice Żołobiny 780 m n.p.m.

Spałem czujnie. W nocy trochę przymroziło. Bladym świtem wyległem z worka i ogarnąłem okolicę. Trasa na Wierchy:
Z przyjemnością obserwuję ośnieżone pasmo Połonin:
I czas na śniadanko. Kuchnia wydała żużel z cebulką + dodatki, które na równi chyba traktuję z jajecznicą:
Po śniadanku zwijam bałagan i ruszam do Wołkowyi, wcześniej mijam Rybne:
Docieram do skrzyżowania, odbijam w prawo do Górzanki. Niebawem na szlakowskazu pojawia się pierwsza informacja o Krysowej, do końca imprezy zostaje mnie 7.30 godz.:
W Górzance dołącza do mnie kompan:
Ta przemiła psina towarzyszyć mnie będzie w wędrówce aż do Terki. Tymczasem odbijamy w lewo i wkrótce podziwiam miejsce wczorajszego noclegu:
W drodze do Bukowca, kolejny bród:
Bukowiec wita, do końca imprezy 5.30 godz.:
Za chwilę wtoczę się na piękny i widokowy grzbiet, na mapie jest oznaczony jako Diła. Jest miejsce odpoczynku i ewentualnego noclegu. Takie cudeńko:
Szlak dalej wiedzie ku Kiczerce 620 m n.p.m. i przez szczyt wyprowadzi szlak dydaktyczny czerwony w kierunku Korbani. Ja kulam do kolejnego punktu odpoczynkowego:
Za chwilę kolejna zmiana na zielonym szlaku:
Zejściowy szlak zielony do Terki prowadzi lasem, co nie jest logiczne. Dlatego mając do wyboru zejście lasem a grzbietem widokowym wybieram ten wariant:
Terenem jestem porobiony, chwilo trwaj! Wcześniej muszę zmysły nacieszyć:
Przeprowadzam atak do mostu na Wetlince i analogicznie do sytuacji w Zwierzyniu ląduję w wiacie przystankowej na obiad. Leci potrawa na bazie kaszy pęczak z kukurydzą i fasolką. Połowa doli leci dla mojego kompana. Po posiłku ewakuacja i ruszamy dalej. Dojście do szlaku zapodaję od drugiej mańki i twierdzę, że zejście lasem przy warunku jaki miałem jest bez sensu. Po co się pozbawiać pięknych widoków? za chwilę jestem na szlaku zielonym. Terka wita:
Wbijam do sklepu spożywczego. Uzupełniłem u szefowej wodę i kupiłem karmę dla psa. Podczas rozmowy powiadam o sytuacji z psem. Zeszło na to, że poszło info na fb, pies został u szefowej w sklepie w nadziei, że właściciel odzyska psa. Z jednej strony żal mnie było zostawiać psa, który jak zaobserwowałem lubił wędrówki z turystami, ale z drugiej strony musiałem podjąć taką decyzję. Na mnie czas, pożegnawszy się ruszam w drogę. Dalej pławię się w luksusie:
I ponownie wtaczam się w las. Odcinek do Przełęczy Szczycisko 629 m n.p.m. to dramat:

Tutaj prace leśne mają się znakomicie, na trasie bagno. Najgorsze chyba za mną. Od przełęczy już trasa zdecydowanie łaskawsza. Atakuję szczyt Szczyciska 738 m n.p.m. i dalej to już grzbietówka, o koleinach i bagnie chwilowo zapominam. Dzisiejszy nocleg będzie na grzbiecie, idę czujnie i skupiony jestem na jakimś sensownym wypłaszczeniu. Ląduję w końcu w okolicach Żołobiny 780 m n.p.m., mam trochę płaskiego, widok na Masyw Łopiennika jest, opału od groma. Pierniczę, dalej nie idę. Zrzucam klamota, szybko rozstawiam namiot i biorę się za ognisko. Trochę nad nim walczyłem, drzewo jednak zawilgocone. W pewnym momencie poszedłem na pokoje. Kolacja, gorąca herbata i utulony w puchu odpadłem. Dobranoc.

16.02.2024 

Okolice Żołobiny 780 m n.p.m. - Bacówka Jaworzec

Sen miałem znakomity. Dzisiaj kończę imprezę o ile coś się nie zesra. Jako, że do kropy końcowej mam może ponad dwie godziny, dlatego na wszystko mam czas :)). Na spokojnie wyległem z namiotu celem oceny sytuacji. Obciąłem na Masyw Łopiennika:
Dzisiaj będzie kumulacja żylety pogodowej :). Trudno, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Muszę z tym jakoś żyć. Na śniadanie leci żużel z cebulką + dodatki:
I ostatnie foto z biwaku:
I trza się zbierać na tzw. ostatnią prostą. Po posiłku pakowanko i w drogę. Pilno mnie na Bukowinę. W drodze do szczytu:
W zdrowiu docieram, Bukowina 911 m n.p.m.:
Trasa na Siwarną w kość daje. Jest nawet warun zimowy :)
I w końcu docieram na szczyt. Siwarna 924 m n.p.m.:
To jeszcze tylko Krysowa 840 m n.p.m.:
No i masz, jest i ona. Ale to nie jest koniec imprezy. Schodzę do łącznika z czarnym szlakiem. O 12.10 odtrąbiam koniec imprezy:
Przede mną jeszcze ok. 45 minut do bacówki. Tam zostanę na noc, mam czas :)). Doprowadzę się do porządku, wyśpię w białej pościeli jak normalny biały człowiek. To jeszcze garnuch gorącej herbaty i w drogę. Idę i rozmyślam, będzie wolny pokój? Zaraz się przekonam. O, bacówka już w zasięgu wzroku:
Przed wejściem wyskakuję z butów i wchodzę na salony. Pokój mam! Kimam w "Jaskółce". Skoro jest tak pięknie zamawiam naleśniki, do tego mam szklankę mleka. Ja pierniczę!! Gdzie mnie będzie lepiej:

Po obiedzie idę się zalogować do pokoju i wiecie co, już nigdzie nie idę, normalnie mnie się nie chce. Poleżę, palcem w nosie podłubię. O tak, na to mam ochotę. Na drugi obiad dałem se gibos z pieczywem. W bacówce komplet widzów! "Zakumplowałem" się z dwoma ziomami z Nysy i jednym poznaniakiem i tak sobie siedzieliśmy i rozważaliśmy o sprawach ważnych i tych mniej ważnych. Nie wiedzieć kiedy nadeszła pora...zaczęło mnie łamać. około godziny 21.30 odpadłem, sen mnie pokonał. Dobranoc.

17.02.2024

 Bacówka Jaworzec - Wrocław

Wstałem dosyć wcześnie. Zanim zejdę na śniadanie ogarniam chaos w pokoju. O 7.30 jestem już w jadalni. Na stół wjeżdża śniadanie. Na pożegnanie jest jajecznica. Po posiłku żegnam się z ekipą i opuszczam bacówkę. Idę do Kalnicy. Po drodze zastanawiam się nad tym, jak mnie pójdzie wydostanie się z Kalnicy. Mijam retorty:
Zostawiam Wetlinkę i czarny szlak:
Docieram do drogi 897. Kończy się moja piesza wędrówka:
Zrzucam plecak, zwijam patyki. Widzę nadjeżdżający samochód osobowy, wyciągam łapę i nie wierzę. "Furman" się zatrzymuje i zgarnia mnie do Leska. Po drodze rozmawiam z sympatycznym Ukraińcem. Ląduję w Lesku. Autobus do Sanoka mam za godzinę, idę do sklepu po mleko i bułki. Wiozę się do Sanoka a następnie do Rzeszowa. Ostatni etap powrotu do domu to IC-ek "Siemiradzki":
Po godzinie 19-tej ląduję we Wro i w zdrowiu docieram do domu. Mam jeszcze trochę wolnego to odpocznę :)). Zielony szlak Zagórz - Krysowa bardzo mnie się podobał a Dolina Bereźnicy i nieistniejąca wieś Bereźnica Niżna to dla mnie wyjątkowa gratka, miejsce bardzo malownicze i odosobnione mimo znajdujących się w pobliżu jezior ośrodków wypoczynkowych. Na zakończenie zdjęcie z cmentarza w BN:

A ja już filuję w mapę Bieszczadów i chyba mam pomysł na kolejne szlajanko z namiotem pod pachą.

 Dziękuję za uwagę.

 

Należy również dołączyć dane techniczne trasy:

Komentarze

  1. Ja to co prawda z tych co zimą siedzą w domu :)) ale nie da się ukryć, że odklepałeś zacny kawałek imprezy. Bereźnica zdecydowanie na wysoki szacunek zasługuje, będzie trzeba pokrążyć tam któregoś pieknego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dolina Bereźnicy wymiata, to dla mnie chyba najciekawszy fragment szlaku. Warto!

      Usuń
  2. Prześledziłem sobie Twoją trasę na mapie. Ciekawa, za zielonego byłoby ładnie (wiem, marudzę jak to w lutym za wiosną :D ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj ze dwa miechy, zaraz będzie zielono :))

      Usuń
  3. Szlak jak ulał na tą porę i pogodę :) Już chciałem dopisać, że zawsze tam nie byłem, ale coś mnie tchnęło przy tej fotce z brodem. No i po chwili namysłu wyszło, że miałem przyjemność z fragmentem szlaku jak całkiem niedawno podążałem z Polańczyka na Korbanię (i dalej na spotkanie z Zebrą na Karpackim).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, przy obecnej porze zdecydowanie więcej widać :))

      Usuń
  4. Że też Tobie się...tak chce włóczyć po górskich zakamarkach ;-)
    Dla mnie tereny nieznane, Ameryki nie odkryję, nawet się nie wstydzę ;-)
    Kilka kwestii:
    - pogoda jak w marcu/kwietniu :-(
    - Tobie to już któryś raz psina się dołącza na szlaku ;-)
    - te okolice Terki bardzo urokliwe, a nocleg i toczenie tej wiatki - klasa i klimat..!
    - zima tylko na na 2 fotkach..! A nawet na 1,5... :-(
    - rób już zapasy żużlu i cebuli na czerwiec...będzie szlajanko! :-D

    Dobrze się czytało i oglądało.
    Pozdro z Północy

    OdpowiedzUsuń
  5. Zimy w porównaniu z Twoim wyjazdem to nie zaznałem, musiałem się zadowolić "wczesną wiosną". Do czerwca zostało trzy miesiące z małym okładem, zleci!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna wiosna tej zimy...
    Powoli klęka nam ostatni bastion białego puchu, jakim są góry.
    Jeszcze "niedawno" początek marca obiecywał walkę ze śniegiem, obecnie pewniak to chyba okolice stycznia. Przynajmniej do takiego wniosku dochodzę na podstawie ostatnich lat.

    Pozdrowienia
    mikel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. W ubiegłym roku coś jeszcze udało się liznąć w białym puchu. Tegoroczny luty zapodał wiosenną aurą, dobrze że trochę słońca trafiłem.

      Usuń
  7. Może czas na jakiś dogtrekking, nie myślałeś o czworonożnym towarzyszu wędrówek na stałe? ;) Skoro już nawet karmę dla psów po drodze kupujesz ;)

    Fajna wycieczka, nawet ładne biwaki trafiłeś na szlaku. Tylko tej zimy jakoś nie widać w terenie, szkoda.

    Kamień Leski wygląda na dosyć duży kawałek skały.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozważę to ... na emeryturze :)). Fakt, to mój drugi przypadek, że trafia się czworonożny kompan na szlajanko. Tegoroczną "zimą" jestem porobiony :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No rewelacja ten zielony szlak! Ty to masz niezłe pomysły! Okolice piękne i widoki, nawet na przedwiośniu, świetne. Podkradnę, może pomysł uda się wcielić w czyn. A Zagórz to mi się nostalgicznie kojarzy, bo przez tamtejszą stację leciało się na pierwsze wypady w Bieszczady... Ech, kiedy to było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również przypadł do gustu. Co do Zagórza, podczas mojej pierwszej wizyty w Bieszczadach a było to w 1980 roku, w Zagórzu czekaliśmy na pociąg do Komańczy...taaaak, to były czasy :))

      Usuń
  10. Super wypad, szlak widać bardzo mało uczęszczany, na Mapie Turystycznej praktycznie żadnych zdjęć. Bacówka Jaworzec jest świetną miejscówką jak i cała dolina zresztą. Pokój Jaskółka - jak dobrze pamiętam zaraz na prawo od schodów - praktycznie cały pokój to materac, ale ma swoją atmosferę. Nocowałem tam w 05.2022 - 2 dni przed naszym spotkaniem w Balnicy, hihi. Pozdrawiam Cię Serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Michał, odnośnie Bacówki Jaworzec to tak, miejscówka wymiata. Przygoda kołem się toczy. Planujesz coś w tym roku w Bieszczadach? Fajnie, że się odezwałeś. Również pozdrawiam.
      D.

      Usuń
    2. W tym roku raczej uderzam w Sudety i Świętokrzyskie, chcę sfinalizować dużą srebrną GOT, chociaż mogę nie wytrzymać napięcia i pognam znając siebie na dzień, może dwa w Bieszczady. Ciągnie mnie na Bukowe Berdo (byłem tam w latach 90-tych ostatnim razem), pamiętam je jako jeden z najpiękniejszych szlaków w Bieszczadach. Poza tym pozazdrościłem Ci bloga i postanowiłem zostawić też coś po sobie, tym bardziej że szczegóły coraz bardziej mi uciekają. Będę go pisał na bieżąco i uzupełniał w ramach wolnego czasu - jak znajdziesz chwilę zapraszam - https://mickurwgorach.blogspot.com/ Jak zauważysz byłeś moim natchnieniem :). Trzymaj się.

      Usuń
    3. Już jesteś obserwowany :))

      Usuń

Prześlij komentarz