Wykręcony w polu...

Sezon AD 2024 uznaję za otwarty :)

Z niniejszego wyjazdu miałem niezłą bekę. Czasami życie potrafi zaskoczyć jak diabli. Ale spokojnie, wszystko po kolei. 

6.01.02024 

Wrocław - Kamieniec Ząbkowicki - Stolec

W robocie wpadają mnie cztery dni wolnego, nie mam słów. Chodzę koło tego na palcach, aby nie zapeszyć. Główkuję gdzie by tu zapodać. Pierwotnie miały być Karkonosze w wariancie przejścia grzbietowego po raz nie pamiętam już który. Po przyjrzeniu się warunkom zaczynam mlaskać, a to nie wróży dobrze. To może Góry Izerskie? No nieeee, również nie bardzo. W czwarteczek późnym wieczorem doznaję olśnienia, pyknę się polami z Kamieńca Ząbkowickiego na Przełęcz Woliborską, a jak warunek pozwoli to na dokładkę dam se Szlak Trudu Górniczego do Nowej Rudy i będzie komplet. Plan piękny, ale czar pryska. We wtorek idę do roboty i druga część planu w związku z tym idzie się paść. Obstaję zatem przy pierwszej części planu i pakuję szafę. Może dam radę :)). Wiozę się KD-kiem do strefy zrzutu i przed godziną 12.50 jestem zalogowany w wagonie:
Trasa przebiega bez problemów i około godziny 14-tej "orzeł wylądował". Kamieniec Ząbkowicki wita:
Na dworcu jak po śmierci organisty, pusto i "straszno" :) Kapliczka rzuca mnie się w oczy:
Szarzyzna styczniowego popołudnia nie napawa optymizmem, dobrze że nie pada...jeszcze. Opuszczam dworzec kolejowy przybijam do kropki początkowej, prosząc gościa o zrobienie zdjęcia, a statywu rozkładać zbytnio mnie się nie chce:

Szydzimy przy okazji z dodatku przy szlakowskazie, znaczy się z plastikowego pojemnika na śmieci. Mówię do gościa:

 - jeżeli to może urozmaicić rzeczoną kompozycję krajobrazową :)), to niech zostanie.

Wcześniej padło hasło, aby rzeczony dodatek usunąć...z pola widzenia. W dobrych humorach się żegnamy i kulam do Starczowa. Do celu docieram w zdrowiu:
Oddech wyrównam w wiacie przystankowej nieopodal kościoła, w którym trwa nabożeństwo w ramach święta Trzech Króli:
Trza się zbierać. Niebawem opuszczę teren zabudowany. Na pożegnanie krzyż przydrożny:
Do Niedźwiednika łoję polami. Po drodze spotykam ewentualne miejsce na nocleg:
I ostatni szlakowskaz przed Niedźwiednikiem:
Dalej przemieszczam się poza szlakiem i na skrzyżowaniu polnych dróg łapię dobry kierunek, łoję na szagę :)
Melduję się w Niedźwiedniku:
Przecinam drogę nr 385 i kręcę na Las Górny. Idąc polami wiatr dał się trochę we znaki. Z dużą werwą kieruję się w las, trochę się ogrzeję :). Na domiar złego zaczyna kropić i taki stan rzeczy będzie mnie towarzyszył aż do miejsca noclegu - nomen omen - w Stolcu. Ze dwa razy korzystałem z apki mapy.cz z powodów obiektywnych i ode mnie niezależnych, czyli ciemności i wycinki lasu :). Docieram do Stolca w ciemnościach i zaczynam się głowić z noclegiem. Namiot na dobry wieczór wybijam sobie z głowy z powodu opadu marznącej mżawki. Na wiatę przystankową też nie mogę liczyć, chwilę się miotam. Jak żyć? Gdzie spać?! Fart mnie nie opuszcza. Przez chwilę kulam szlakiem żółtym, czerwonym i czarnym. Niebawem szlak żółty wyprowadza do rezerwatu Skałki Stoleckie, pierwotnie tam miałem się rozbić w namiocie, ale...tuż przy skręcie szlaku czerwonego i czarnego w prawo stoi "pensjonat w stanie surowym otwartym" i nagle pach! Nogi odmawiają posłuszeństwa, nie mogę dalej kontynuować przechadzki, muszę zlec! Jak to się mówi, na władzę nie poradzę. Zostaję, trudno się mówi:

Ciśnienie ze mnie schodzi, plusem dodatnim "mojego" lokalu jest to, że na głowę nie kapie, a to już coś. Rozkładam majdan. Z plecaka wyciągam termos, przebieram się w wełnę, wlewam w siebie garnucha gorącej herbaty, mmmmmmm...morale zwyżkuje i hooop do worka! Trochę się wiercę, ale końcu w puchu utulony odpadam, dobranoc.

7.01.2024 

Stolec - Szklary Huta - Wrocław

Nocą marznący deszcz zamienił się w śnieg, ochłodziło się zdecydowanie i wiał silny wiatr. Utulony w puchu spałem dobrze. Bladym świtem rozważam jak tu się zebrać w całość. Jeszcze muszę dojrzeć. Zanim wstanę zarzucę śniadanko, czyli dwa "bułacze" z szyneczką i żółtym serem, a luksus rzeczony zapiję wczorajszą herbatą z termosa, która o dziwo jest jeszcze bardzo ciepła. Pokrzepiony porannym posiłkiem następuje "monterska zrywka". Szast, prast i już jestem w gotowości bojowej:
Ruszam. Przede mną odrobina otwartej przestrzeni, co z silnym wiatrem i mrozem daje orzeźwiającą mieszankę. Stoelckie Skałki zostawiam na czas przyszły:
Kulam do Bobolic. Mankamentem odcinka, którym się przemieszczam jest całkowity brak wiat, szkoda. Dopóki nie wejdę w las celem się ogrzania, na postój jakby nie ma czasu. Za chwilę będzie miło:
Teraz trochę przechadzki lasem. Samo to, że wiatr nie daje się we znaki, to już oznaka ciepła. Przede mną Bobolice, Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w zasięgu wzroku:
Uroczysty przemarsz przez Bobolice:
Zostawiam Bobolice:
Przede mną ponownie przechadzka polami. Mróz i wiatr mają się wybornie. Aparat mowy zaczyna zamarzać :), za chwilę ponownie wejdę do lasu i przynajmniej odtajam. Uprzejmie witam Wzgórza Dobrzenieckie, krótka przechadzka lasem, chwila na rozgrzanie się i kolejna wioska przede mną, czyli Rakowice:
Zaczynam robić się głodny. W Szklarach zrobię przerwę na gorący posiłek. Sprawnie ogarniam przejście przez Rakowice i stały fragment przejścia, czyli otwarta przestrzeń asfaltem, kapkę wygwizdowa i schodzę do Szklar. W końcu jakaś normalna wiata, łyknę ciepłej herbaty:
I ruszam na obiad. Niebawem witam Szklary - Hutę. Tu niemałe zdziwienie. Jest jakiś nocleg:
Już za chwileczkę, już za momencik...jestem na miejscu:
Czas na obiad. Wizyta w sklepiku i idę pod dach coś upichcić. Podczas gotowania pogadałem chwilę z lokalnymi mieszkańcami. Czas na mały przerywnik:
Czas biegnie nieubłaganie. Po posiłku pakuję bajzel i ruszam. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy, że przede mną czary mary :). Żegnam Szklary - Hutę łypiąc na hałdę:
Szlak wiedzie ścieżką obok prywatnego stawu i wykręca 90 stopni w lewo. W tym miejscu zaczyna się "specjalna edycja czarnego szlaku", jeszcze o tym nie wiem. Kulam do Brodziszowa niemal na szagę przez pagór. Przedostatnie spojrzenie na Szklary. Brodziszów już w zasięgu wzroku:
Wcześniej również odrobinę polnych klimatów :)
Z polikami czerwonymi jak dupa pawiana docieram do celu, Brodziszów wita:
Od tego miejsca zaczynają się cuda. Otóż niebawem będzie odbicie w lewo do Kluczowej. Odbicie szlaku jest zamalowane, kawałek dalej na wprost jest czarny i zielony szlak. Pomyślałem sobie, pewnie jest jakieś przesunięcie szlaku i odbiję kawałek dalej. Ale nie, nic podobnego. Mam świadomość, że zmieniam kierunek marszu. Czarny szlak, którego nie ma na mapie ani na apce mapy.cz prowadzi mnie do Sulisławic. Nie daję wiary, docieram do odbicia na Sulisławice:
Czarny szlak oznaczony dobrze :))), kominy Szklar co raz bliżej. Nie mam słów. Cofać do Brodziszowa już mnie się nie chce. Zaintrygowany, jestem ciekaw gdzie wyjdę w Szklarach. Mijam Sulisławice i już chyba wiem...szlak wiedzie do prywatnego stawu, ale od drugiej strony. Ostatni akord "czarnej farby":
Docieram do skrętu. Nie wierzę, zaczynam się śmiać do rozpuku. Wracam do sklepu się ogrzać :)). Dzwonię do Dagmary z pytaniem, czy mnie odbierze ze sklepu w Szklarach. Na moje szczęście sklep czynny do 18-tej. Lokalsi witają mnie serdecznie. Zamówiłem karton mleka i trzy słodkie bułki z piątku. Sprzedawczyni to w porzo babka, pozwoliła zostać w sklepie:
Około 1,5 godziny później przyjeżdża po mnie Dagmara. Dziękując sprzedawczyni za gościnę pakuję się do domu. Dobrze, że mam Dagmarę. Bez niej zapewne zbierałbym liście z ulicy.

Czarny szlak SKPS-u oczywiście pozostaje otwarty. Znając jego haki :)) z przyjemnością przekładam termin jego przejścia na jakiś późnowiosenny dłuższy łyk-end.

Dziękuję za uwagę.

Komentarze

  1. No, no. Dopiero co w domu zdążył ściągnąć buty po wycieczce, a tu już na świeżutko relacja wjechała. Dobrze mieć takie "Centrum Kryzysowe" co o każdej porze pomoże i z każdego miejsca odbierze. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze Cię czytać po takiej przerwie :)
    Zamarzający deszcz to parszywa sprawa, odechciewa się wyściubiać nosa nawet ze schroniska, co dopiero ze śpiwora. Ale fajnie zrobiona trasa, w zeszłym roku zagustowałem w noclegach alternatywnych i ciągnie człowieka po więcej.

    Pozdrowienia i więcej wolnego!
    mikel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikel, dziękować :). Gdybyś planował coś w opcji dziad daj znać, może coś wspólnie ogarniemy..

      Usuń
    2. Coś mi świta na wiosnę, bliżej terminu się na pewno odezwę

      Usuń
  3. Za oknem mróz, czytając się nie ogrzałem, ale poczytałem i to już moje ;)
    Na mój debiut roku czekam niecierpliwie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zobacz na przebieg szlaku pomiędzy Brodziszowem a Szklarami na mapa-turystyczna.pl to będziesz wiedział dlaczego wpadłeś w pętlę czasoprzestrzeni na tym odcinku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłem, teraz mam jasność :)). Jest jednak pewien szkopuł. Idąc ze Szklar - Huty , schodzisz do stawu i odbicie szlaku ze stawu jest w lewo na pola, a nie w prawo do Sulisławic :)). Prawdą jest, że przed wyjazdem nie zgłębiałem przebiegu szlaku za mapa-turystyczna.pl.

      Usuń
  5. Szlak ma potencjał, ale przy cieplejszej porze roku. Teraz to rzeczywiście wygwizdów. i nie zazdroszczę... Ale z tym czarnym to jak, ktoś zmienił jego przebieg i wróciłeś do Szklar? A gdzie miał biec z Brodziszowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brodziszów => Kluczowa => Owiesno => Przeł. Woliborska. Wygląda to tak, że przebieg szlaku został zmieniony z jednego kierunku, czyli idąc z Przeł. Woliborskiej :)

      Usuń
  6. Miałbym obawy nocować w miejscowości o nazwie Stolec. Nie wiadomo, gdzie się człowiek obudzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem podobne wątpliwości, nie było najgorzej.. 🙃

      Usuń
  7. Że chce Ci się w takim mrozie wędrować po terenach bez śniegu ;) I do tego jeszcze w marznącym deszczu. Trza było jednak wybrać wyższy teren, chociaż śnieg by padał ;)

    Też kiedyś tak się zakręciłem w terenie, bo znaki jakoś się zmieniły, ale nie wszystkie. Wkurza w trakcie wędrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponad dwa miechy bez wyjazdu... musiałem. Ten szlak chodził mnie od dłuższego czasu i dalej nic 😎

      Usuń

Prześlij komentarz