Krótki melanż w Górach Bystrzyckich

Nie zdążyłem ochłonąć po Beskidzie Niskim, a tu mnie wpada wolny łyk-end!

W domu siedzieć nie zamierzam. Pakowanko i daję dyla...

1.10.2021

 Wrocław - wiata pod Bukówką

W piąteczek robotę szybko kończę, szkoda zatem marnować czas. Zanim Dagmara wróci z roboty zdążę się spakować i około 15 -tej z hakiem wyjeżdżam z Wro, przechwytując Dagmarę z pracy. Nie mam wygórowanego planu na niniejszą imprezę, bo sprawa oparta jest o jeden nocleg. Bardziej chodzi mnie o pobyt na swieżym powietrzu i przespanie się w wiatuni jak normalny biały człowiek. Mając jasność dźwięku i umysłu, plan jest prosty jak włos Mongoła. "Idę" po najmniejszej linii oporu. Wysiadam z furmanki w Borowinie, przysiółku Szczytnej. Jestem na niebieskim szlaku, nie idę jednak Praskim Traktem. Podążam w przeciwnym kierunku. Jako, że już się ściemnia, żwawo ruszam do wiaty. Kiedyś było to miejsce zbiórki z Gryfem, teraz będę w niej kimać. Docieram po ciemku, melduję się w wiacie pod Bukówką. Miejsce jest wytworne. Mimo, że cywilizacja w pobliżu, cisza i spokój gwarantowane. Mając do dyspozycji całą wiatę, na jednym stole urządzam "kuchnię", na drugim sypialnię. Z ogniska rezygnuję, bo:

 - jest wilgotno 

- w dosyć szerokim promieniu teren "wysprzątany" :)

Siedzę w wiatuni przy blasku czołówki. Szybka kolacja, chwilę marudzę i po godzinie 22-iej ląduję w puchu. Dobranoc.

2.10.2021 

Wiata pod Bukówką - Błażkowa 805 m - Szczytna

Budzę się, jest widno. Chwili potrzebuję na dojście do siebie i zwlekam się ze stołu. W końcu mogę się rozejrzeć po okolicy. Zanosi się na przyjemny dzień. Czas na śniadanie. Po posiłku pakuję klamota i wyruszam. Podczas śniadania rozważałem szlak żółty, idę nim pierwszy raz i tego się trzymam. Na razie docieram do skrzyżowania szlaków zielonego i niebieskiegp. Pod Bukówką 458 m:
Za chwilę dotrę do Bukowej, w której mijam ogromną, drewnianą mrówę. Do Piekielnej Przełęczy 505 m docieram szlakiem zielonym:
Znajduje się tutaj wiata tej samej budowy, w której spałem:
Na przełęczy przerzucam się na żółty szlak. Zdawać by się mogło, że pierwszy punkt programu to Zamek Leśna, otóż nie. Początkowo mijam uroku trasie dodające skalne formy:
Kulając zboczem Kamiennika 580 m docieram do odbicia nieopodal znajdującego się krzyża misyjnego. Tu mnie zaskoczyli, na mapie informacji brak!
Chwilę tu spędzam i wracam do szlaku. Odbijam w przeciwną "manieczkę", tym razem do górskiej kalwarii. Mapa już zawiera tę, tą, taką informację:
Pyknąłem się na trzy lub cztery stacje i zrobiłem wycof. Docieram do drogi, mijam jakiś gościniec misyjny i przed wejściem na punkt widokowy zrzucam plecak. Jest parę osób, platforma niewielka. Na dzień dobry "tłok". W końcu się "dopchałem". Nie mogę powiedzieć złego słowa. Łypnąłem na fragment Szczytnej na tle Gór Stołowych:
Pora zajrzeć na zamek:
Jestem chyba za wcześnie. Zaglądam do punktu gastronomicznego, grajdołek pracownica zaczyna dopiero ogarniać. Z menu wynika, że serwują kaszankę! Pytam, czy oferta jest aktualna, bo bym coś op*******ł na ciepło. Niestety, doświadczyłem zawodu. Wyprowadzili mnie z nerw. Ostatnie spojrzenie na zamek:
Schodzę do Szczytnej. Zejście okazuje się bardzo atrakcyjne. Ze Szczytnej czeka mnie asfalt do Nowych Bobrownik, ten odcinek muszę zmęczyć. Niniejszym rządzę na północnym krańcu Gór Bystrzyckich. Docieram do skrzyżowania szlaków żółtego i niebieskiego:
Trzymam się szlaku żółtego, łoję przez Kopyto 611 m. Trasa robi się zdecydowanie ciekawsza. Łypie na mnie Szczeliniec Wielki 919 m:
Na chwilę zrzucam plecak, nie mogę sobie odmówić kameralności polany:
Oddechy wyrównawszy ruszam w las i dalej do Starych Bobrownik. Już prawie:
Podczas zejścia spotykam dwoje turystów z plecakami, należy się chwila rozmowy i żegnamy się w dobrych humorach. Przede mną podejście:
Szast, prast i melduję się przy Rozdrożu pod Nawojową 636 m:
Uznaję ten odcinek za bardzo kameralny, nawet zapomniany przez turystów. Na rozdrożu czar pryska, robi się tłoczno. W schronisku PTTK "Pod Muflonem" uwalę się na dłuższą przerwę popartą posiłkiem regeneracyjnym. Słoneczko operuje, jednak w cieniu wyraźnie czuć chłód. "Zalogowałem" się na platformie widokowej pod parasolem:
Nie na długo, gdy słońce zaszło szybko poczułem chłód, zatem zmiana miejsca na "słoneczny stolik". Zajrzałem do baru celem przeglądu kuchni. Wydali mnie "pakiet drwala", czyli flaki + bigos z pieczywem, naturalnie w ramach deseru zamówiłem szarlotkę + herbatę z/c. Było wybornie! Siedząc przy bigosie wspomniałem Dave'a, z którym się spotkałem pamiętnego lipca 2020 roku w podobnych okolicznościach. Zregenerowany ruszam na ostatni etap imprezy. Zajrzę na Błażkową, zobaczę co słychać. Obieram teraz szlak czerwony i w drogę. Za chwilę czeka mnie zejście w kameralną dolinkę Leszczyńca, po czym należy się podejście do Rozdroża pod Błażkową. Obcinka na Szklany Stok:
U podnóża Szklanego Stoku znajdowała się kiedyś mała osada, która należała do Starych Bobrownik. Po 1945 roku osada zanikła. A ja się wtaczam na Błażkową 805 m. Z przyjemnością odwiedzę gołoborze, do którego dotarłem pierwszy raz w 2017 roku. Kamienne schody:
Na szczycie widoczny fragment kamiennej promenady:
Pierwszym razem jak tu byłem, znajdował się na szczycie "kamienny wiatrochron", zdjęcie 04.2017:
Owa "budowla" to przeszłość. Jest pozamiatane, szkoda:
Usiadłem z tych nerwów chociaż popatrzeć na Rudnik 845 m => Wolarz 852 m:
Obciąłem niczym komornik na szafę również na Gomołę 733 m i najwyższy we Wzgórzach Lewińskich Grodziec 803 m:
Posiedziałem jeszcze chwilę i trza się mierzyć z powrotem do cywilizacji. Schodzę do Rozdroża pod Błażkową na szlak czerwony, następnie szlakiem niebieskim do łącznika ze szlakiem żółtym w Nowych Bobrownikach i do Szczytnej jakże "zacnym" asfaltem:
Za dworcem czekam cierpliwie na Dagmarę, która mnie niebawem przechwyci:
Kończę ten krótki wypad. Góry Bystrzyckie darzę ogromnym sentymentem, po prostu bardzo lubię to pasmo.
Wypadałoby kolejną razą uderzyć w "moc mocy", czyli południową część tego fantastycznego pasma. Zobaczymy co czas pokaże. Nadjeżdża Dagmara, uwalony w wozie bojowym mkniemy do Kudowy Zdroju, domowe pierogi ruskie stygną. Sprawa jest poważna. 

Dziękuję za uwagę.

Komentarze

  1. "Siedząc przy bigosie wspomniałem Dave'a"

    Zabrzmiało jakbym się na tamten świat przeniósł. ;) A tak serio to Bystrzyckie zawsze na plusie, kilka miejscówek godnych zapamiętania (gołoborze na Błażkowej, nigdy tam nie byłem). W stosownym czasie trzeba będzie wrócić do tematu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że komuś ten murek przeszkadzał... Bo sam się nie zawalił.

    Zapisałem część trasy do powtórzenia, bo nie wszystkie miejsca są mi znane. Te gołoborze to muszę odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bry! Bardzo przepraszam, że jakby kapkie nie na temat, ale...
    Zapodawszy w samo połednie 'zachodnią ścianą' na szczyt Lackowej uprzejmie donoszę, że warunki w BN czwarty już dzień z rzędu w pytę! Nie bójmy się tego powiedzieć: po porannych przymrozkach cały dzień... lampa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lapetti, wczoraj mało nas nie zdmuchnęło z grzbietu. Ale to w Beskidzie Śląskim,
      Pozdro :))

      Usuń

Prześlij komentarz