Beskid Wyspowy rakietowo 6-8.02.2015



Miniony łyk-end na długo utkwi w mojej pamięci. Dopisało dosłownie wszystko, łącznie ze śniegiem. Rzutem na taśmę do składu dołącza Ronc, niecny plan imprezy ustawiony...

To miała być impreza w Tatrach. Z racji lawinowej trójki postanowiliśmy zmienić plany. Babia Góra? Odpada, niedawno byliśmy. Padło na Beskid Wyspowy, dla mnie trąca wypasem, zawsze tam nie byłem. Na pierwszy nocleg idziemy ... w Gorce, w miejsce znane i lubiane, czyli chatunia na Gorcu Kamienickim.  Temat ugadany, zatem dzwonię do Ronca, pretekstu już nie pamiętam, ale na hasło Beskid Wyspowy z rakietami pod pachą a opcją noclegową tu i ówdzie, nasz forumowy kolega momentalnie wyzdrowiał, znalazł czas, itp. W imprezie udział wzięli :
- Hoffi
- Michun
- Ronc
- menel
Z racji, że Michun z Hoffim wyjechali zdecydowanie wcześniej, szkoda aby marzli w Kraku, "zbiórkie na trzeźwo" robimy w chatce i dzielimy się na dwie grupy:
- Michun z Hoffim, atakują cel ze Szczawy szlakiem czarnym
- Ronc i ja, my dajemy z Rzek => Polana Trusiówka, ściechą boczną.

6.02.2015

Wrocław - Kraków - Rzeki - Chatka na Gorcu Kamienickim


Do Kraka turlam się "Polskim Busem", na górnej płycie widzę Ronca, witamy się i w te pędy na dolną płytę, zaraz mamy busa do Szczawnicy. W busie uwaleni, w drodze do Rzek możemy w końcu na spokojnie pogadać. W miejscu zrzutu "lądujemy" około godziny 19- stej, Ronc oznajmia mnie, że ma tu opatentowaną ściechę, więc nawet nie próbuję się z nim kłócić bo jestem po pierwsze, zmęczony i po drugie, głodny. Kulamy na Polanę Trusiówki do wiaty na kotleta i ewentualne przepakowanko.


Na dworze ciemno, straszno, mroźno/-5 stopni/, wiatru brak. Potrzebujemy ponad godziny na dojście do chatki, gdzieś po drodze wydawało mnie się, że widzę światła czołówek Michuna, Hoffiego. Ronc mnie brutalnie prostuje, że mam zwidy raczej. Docieramy na Polanę Świnkówka, już za chwilę... jeszcze podejście i jesteśmy na miejscu, Michun z Hoffim już są. Miło było zobaczyć uśmiechnięte gęby, co niektórych nie widzianych dłuższy czas, teraz jesteśmy w komplecie. Żeby był "klimatu czar" trza napalić w piecu czym zajął się Michun i dwa kwadranse później biesiadujemy na bogato :


Na pokoje idziemy jakoś po pierwszej w nocy, ja długo nie mogę zasnąć, wiercę się i kręcę...

7.02.2015

Chatka na Gorcu Kamienickim - Ośrodek Rekolekcyjny na Śnieżnicy


Budzę się bladym świtem, wylegam na zewnątrz i oczom nie wierzę, ten waruneczek określam jako ocet! Przejrzystość powietrza doskonała, temperatura -10 stopni. Dzień wita nas godnie :


Łypię okiem na Gorc 1228 m npm :


Nie ma jak poranek z widokiem na Kudłoń 1276 m npm :


Tymczasem Ronc się wytacza. Michun z Hoffim jeszcze chrapią, w związku z tym idziemy w plener:


Grzechem by było nie spojrzeć na Mogielicę 1170 m npm, najwyższą w Beskidzie Wyspowym:


Przychodzimy do chatki, krzątanina w pełni. Pora się zbierać bo do obiadu nam zejdzie. Posileni, spakowani, to do foteczki zbiorczej:


Na nich spoczywa marszruta :


Humory dopisują, schodzimy do Rzek wariantem wczorajszym, ponownie na Polanę Trusiówka następnie odbijamy na szlak żółty, w kierunku Mogielicy. Na Jasień idziemy w rakietach, mając widok na Babią Górę:


Hoffiemu mowę odjęło :


Michun też w zachwytach:


"Małe pińć" przed Jasieniem :


Jasień 1062 m npm, mój pierwszy szczyt w Beskidzie Wyspowym, do chatuni poniżej należy zawitać w opcji lato na przykład. Chwilę na garnucha robimy na Kutrzycy 1051 m npm :


Na nas niestety pora. Schodzimy do Jurkowa szlakiem zielonym:


Z "Babcią" jeszcze się nie żegnamy :


W Jurkowie skupiamy się na posiłku regeneracyjnym, wbijamy do karczmy. Posileni, ruszamy na ostatnie srogie podejście, przed nami Ćwilin 1072 m npm. Nie ma potrzeby zakładania rakiet, a po dobrym posiłku to i się dobrze podchodzi. Michun twierdzi, że kto nie był na Ćwilinie ten nie był w Beskidzie Wyspowym, coś w tym jest. Babia Góra z Ćwilina 1072 m npm, nawet nie chcę myśleć o biwaku tutaj.


8.02.2015

Ośrodek rekolekcyjny na Śnieżnicy - Kasina Wielka - Kraków - Wrocław

Co do Lubogoszczy, to Michuna poniosła fantazja. Atak na szczyt odpuszczamy, za mało czasu. Dzisiaj tylko do wyciągu i schodzimy. Co do Ośrodka Rekolekcyjnego, sympatyczna miejscóweczka, w której dają dobrze zjeść za niewielkie pieniądze. Nocleg 25 zyla w czystym pokoju wieloosobowym, smaczny obiad dwudaniowy + kompot, 14 zyla. Opuszczamy lokal, idziemy do Kasiny Wielkiej i pora wracać do domu. W oczekiwaniu na Hoffiego, którego imponującej wielkości szafa robi na nas ogromne wrażenie:


I to już praktycznie koniec imprezy :


Pozwolę sobie na krótkie podsumowanie:

- należą się podziękowania dla catty101, za pomoc techniczną ws kursu autobusów, co też niniejszym czynię, dziękuję
- to była moja pierwsza wizyta w Beskidzie Wyspowym, który mnie oczarował. Na Ćwilin, Jasień wrócę na bank, dla samego biwaku
- doświadczyliśmy fantastycznej pogody, co też nie jest bez znaczenia
- ekipa, ja pierniczę, majstersztyk! Znani i lubiani :


Oczywiście dziękuję za wyborne towarzystwo, zacną trasę, wspólne męki, śmichy-chichy, itp.


Epilog.

Do Krakowa dotarliśmy ok. godziny 13.30, Michun i Hoffi, zawinęli się pociągiem o 14.15. Ja mając w zapasie ok. 2 godzin poszedłem z moim przewodnikiem kulinarnym po grodzie Kraka, niejakim Roncem do placówki gastronomicznej na bogaty obiad. Drugi raz Roncewicz mnie oczarował znajomościami rzeczonych przybytków, gdzie za 13 zyla otrzymałem zupę pieczarkową, na drugie był schabowy z ziemniaczkami i suróweczką, a w gratisie garnuch kompotu. Obżarty jak bąk pożegnawszy się z Roncem, opuściłem Kraków w znakomitym humorze o godz. 16.10


Dziękuję za uwagę.

Komentarze