Wiosenne Wzgórza Strzelińskie

W końcu udało się dotrzeć na Gromnik. Ze trzy lata wybierałem się na ten szczyt, ale sprostałem zadaniu.

Pierwotnie wyjazd miał dojść do skutku w piąteczek, ale z przyczyn obiektywnych, a ode mnie niezależnych ruszam dupę w sobotę. A co, niech mam! 

27.03.2021

 Wrocław - Strzelin - Skalickie Skałki

O 10.17 ruszam KD-kiem do Strzelina. Pół godziny przejażdżki i docieram do stacji docelowej:
Skrótami do wyjścia "na miasto" lepiej nie próbować. Panowie z SOK mogą wypisać stosowną receptę. Jeden z mieszkańców, który jechał tym składem "chwalił" się, że został potraktowany łagodnie - bo nie pyskował - za 50 pln-ów:
Wytaczam się z dworca. Zanim ruszę w trasę, przegląd sprzętu robię przy kropie początkowej:
Rzeczona kropa jest punktem startowym/końcowym ponad 90 km szlaku relacji Strzelin - Sobótka. Zapisuję w pamięci ten wariant i w stosownym czasie z przyjemnością zaaplikuję sobie ową trasę. Tymczasem robię przegląd wiktuałów i kulam do "markietu" celem zakupu kartofli, maślanki i giętej. Na "kawior" nie ma co liczyć, jak mnie poinformowano w delikatesach mięsnych, przed Wielkanocą ten produkt nie jest produkowany. Szafa dociążona, start! Przede mną Park Miejski 167 m, podobnie jak ostatnio w Ziębicach:
Pierwsze miłe zaskoczenie, Wzgórze Parkowe 184 m i usytuowany na szczycie Hotel "Maria"
W 1892 roku z inicjatywy członków Strehlener Bergeverein /SBV/ rozpoczęto przekształcanie wzgórza /nazwa z czasów niemieckich Marienberg/ w założenie parkowe obsadzając je m.in. rzadkimi gatunkami drzew oraz budowę restauracji z wieżą widokową, którą przebudowano w 1911 roku. Odnośnie obecnego wyglądu Hotelu Maria to efekt budowy rozpoczętej w 1990 roku, której inwestorem i zarazem właścicielem jest osoba prywatna. Otwarcia dokonano 31.12.1992 roku, a z przedwojennej restauracji miał pozostać fragment tarasu oraz główna sala restauracyjna. Jednocześnie jest tak, że Góra Parkowa daje początek głównemu grzbietowi Wzgórz Strzelińskich, zatem kulam na Gromnik 393 m. Szlak poprowadzony jest ciekawie, wiedzie zakamarami Strzelina. Przede mną wzgórze Szańcowa. Spod niej obcinam na Parkową i Masyw Ślęży:
Żegnam się również ze Strzelinem:
Docieram na Szańcową 208 m. Tutaj miła niespodzianka, bardzo przyjemna wiatunia:
Rzeczone miejsce oferuje miejsce na ognisko, przyzwoite schrnienie przed niesprzyjającymi warunkami:
Przeczekuję w niej przelotny opad deszczu, po czym ruszam dalej. Za chwilę melduję się w Krainie Smakowitego Kasztana, jedno z największych skupisk drzew z jadalnymi kasztanami w Polsce, czyli w Gościęcicach. Kolejne miejsce odpoczynku:
Zanim dotrę do lasu mijam leśniczówkę. Kawałek dalej kolejne miejsce odpoczynku, można przebierać jak w ulęgałkach:
Poza mijającymi mnie rowerzystami nikogo. Trasa bardzo spokojna, czasem wydaje się nawet monotonna:
Docieram do 238 metra, Skrzyżowanie Pod Dębem. Gdyby wyjazd doszedł do skutku w piątek, to miejsce było planowane jako pierwszy nocleg. Na mapach widnieje oznaczenie jako altana TWS / Towarzystwa Wzgórz Strzelińskich. Miejsce zacne tym bardziej, że wiata oferuje stryszek:
"Duże 10" się należy:
Mogłem zostać na dłużej w wiacie, w drodze do "Cygańskiego krzyża" dopada mnie kolejny opad, tym razem nieco intensywniejszy i dłuższy. Docieram na miejsce. Pierwsza informacja o krzyżu pojawia się w 1890 roku o nazwie "Zigeunerkreuz" wraz z jego lokalizacją. Kolejne informacje pojawiają się w 1911, 1913 r. W 1923 roku Max Hellmich zamieszcza lokalizację krzyża pod nazwą Gościęcice Średnie. Po 1945 roku krzyż uznano za zaginiony, ponownie odkopany i ustawiony w 1999 roku. Jest to jedyny krzyż pojednania na Dolnym Śląsku ustawiony prawdopodobnie przez Cyganów, bo jak głosi legenda mieli zamordować dziecko:
Do Gromnika pozostaje mnie niecałe 2 km. Docieram do Rozdroża pod Borową, czerwony szlak odbija nieco w lewo, żółty prowadzi prosto. Powyżej przy grupie skalnej kolejna wiata:
Po odpoczynku ruszam na "ostatnią prostą" i niebawem melduję się na najwyższym z najwyższych Wzgórz Strzelińskich, czyli Gromnik 393 m:
Długo nie bawię. Zarzucam słodycza na chęć życia i schodze na parking. Okazuje się, że można oszpecić to miejsce, kto to kufa wymyślił?
Z podziwu wyjść nie mogę, ruszam do Romanowa i klamota zrzucam na fantastycznym punkcie widokowym. Przechadzki polami mają niewątpliwie swój urok. Po lewej stronie za lasem to zdaje się Przeworno:
Przez chwilę miałem widok w kierunku Masywu Śnieżnika? Nie mam pewności:
Ruszam do Dobroszowa. Spojrzenie na Gromnik:
Na Rozstaju dróg trójgranny kamień graniczny z barokowym kościołem św. Jadwigi w tle:
W kościele znajduje się ambona w kształcie wieloryba, obecnie nie było mnie dane zajrzeć bo był zamknięty. Wizytę muszę powtórzyć:
U gospodarza jednego z domostw uzupełniłem wodę i ruszam dalej. Wkraczam w tereny bardzo widokowe, mijam Kalinkę 388 m. Szlak zaczyna prowadzić w "chińskie osiem", dzień zaczyna się kończyć. Obcinam na Góry Sowie i Bardzkie:
Zastanawiałem się nawet nad rozbiciem namiotu, ale polazłem dalej. Niebawem odbezpieczę czołówkę. Do Skrzyżowania nad Zuzanką docieram przy czołówki blasku i odbijam w prawo na szlak zielony. Mijam pierwszą wiatkę, a raczej zadaszenie i docieram nieco zmachany do wiaty pod Skalickimi Skałkami. W odległości ok. 200-300 m znajdują się nowo wybudowane domy jednorodzinne, do najbliższego zapodałem uzupełnić wodę, po czym loguję się w dosyć obszernej wiacie jak normalny biały człowiek. Na plus trza zaznaczyć łatwy dostęp do opału, przyniosłem odrobinę, aby nie zabrakło. mając ogarnięte legowisko, pierwszą kolację zarzuciwszy zabrałem się za ognisko. Po jakimś czasie jest dobrze, czas na drugą kolację:
W nocy się rozpogodziło, księżyc świeci, ognisko płonie, po prostu mmmmmmmm:

Odpadłem po północy. 

28.03.2021

 Skalickie Skałki - Henryków - Wrocław

Bladym świtem w palenisku się tli. Dorzuciłem zatem do pieca, aby raźniej było i zaczynam się krzątać. Uwielbiam poranny bajzel. Śniadanko:
Na spokojnie się pakuję i ruszam do domu. Skalickie Skałki:
Do Skalic wkraczam bardzo kameralnie:
W kaplicy św. Wawrzyńca Męczennika odbywa się nabożeństwo:
A przede mną ostatnia prosta na stację w Henrykowie:
Wiosenna aura towarzyszyła mnie podczas przechadzki, zatem wiosennego klimatu kapkę:
Melduję się w Henrykowie, przed stacją mowę mnie odbiera. Ostatnio podobną sytuację miałem po przejażdżce koleją wąskotorową z Przeworska do Dynowa. W Henrykowie również można odpocząć po "męczącej" podróży, giętą upiec można. Wszystko można:
Odwiedziłem kolejny rejon Przedgórza Sudeckiego, Wzgórza Strzelińskie. Zdecydowanie stwierdzam, że to nie jest ostatni występ. Wzgórza Strzelińskie serwują znakomite miejsca odpoczynkowo-noclegowe, ciekawostki historyczne, fantastyczne punkty widokowe. Jest wszystko czego potrzeba. Trza będzie wobec tego poszperać trochę w innych okolicach Przedgórza Sudeckiego. Niebawem wjedzie pociąg na peron. Henryków żegna mnie bardzo milusio:)
Dziękuję za uwagę.

Komentarze

  1. Milo popatrzec jak inni maja dobrze... ;-)
    Te klimaty okolobiwakowe sa nie do opisania, poranne sniadanka na lonie natury, gieta z ognia...zaje[...]sta sprawa!

    Pozdro

    Satan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie, czy w Beskidzie Śląskim też takie placówki są? :))

      Usuń
    2. Pieniny zaskoczyły, Śląski też da radę...;-)

      Usuń
  2. No nie znam... Ciekawie wyglądają te wzgórza, sporo interesujących miejsc opisujesz. Ostatnio nawet zerkam w te strony, więc kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Takiego wysypu ,, pensjonatów'' to chyba jeszcze nie widziałem . Ty masz nosa do klimatycznych miejscówek - pozazdrościć. Pozdrawiam Dynidor

    OdpowiedzUsuń
  4. Udało Ci się w końcu pojawić na Gromniku. Widzę, że ilość wiat robi wrażenie. Sezon ogniskowy otwarty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Red, muszę sprostować. Sezon ogniskowy "otwarłem" 1 marca :))

      Usuń
  5. Czytam "od zawsze", pozdrawiam. Na Gromnik i Nowoleską Kopę (i dalej do Ziębic) wybrałem się wkrótce po stanie wojennym, w maju 1982, na pierwszą w życiu solówkę (miałem 17 lat). Szlak był fatalnie oznakowany, w okolicy Gęsińca pogubiłem się na dobre, na dodatek dopadła mnie ulewa. Idąc na czuja (mapa Wzgórze Niemczańsko-Strzelińskie to chyba największa klęska komunistycznej kartografii) wpadłem na szlak po jakiejś godzinie i już się trzymałem do końca. Od Nowoleskiej aż do końca lasu lazła za mną młoda sarenka, której nijak nie dało się zgubić... Mam nadzieję, że teraz jest to lepiej oznaczone, w co wierzę o tyle, że jak w zeszłym roku kontrolnie wpadłem do Polski i włóczyłem się w okolicach Ślęży, oznakowanie było perfekcyjne. Dzięki za ożywienie wspomnień i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz