Północną flanką Beskidu Niskiego

Zima trzyma. Korzystając z należnego urlopu pakuję szafę. Cały czas dręczy mnie myśl, brać namiot, czy nie? Od dłuższego czasu frapuje mnie sensowność zabierania namiotu na zimowe imprezy.

Mając do dyspozycji wiaty, chatki i inne przybytki zaczynam poważnie rozważać, aby wypiąć dupę na namiot zimową porą. Wg mojego menelskiego mniemania to się przestaje kalkulować. Ślęcząc nad mapą Beskidu Niskiego z pełną świadomością podejmuję decyzję, że namiot zostawiam w domu. 

15.02.2021 

Wrocław - Gorlice Zagórzany - Kafejka pod brzozą

Na imprezę jadę z Redem z bloga Góry ponad chmurami oraz jego pierwszą żoną Kasią :). Miałem jechać w sobotę 13-ego lutego, ale po drobnych "nieporozumieniach" w rozkładzie jazdy PKP przekładam wyjazd na dzisiaj. O 5-tej srana ruszamy "Strzałą Południa" do Kraka, tam mamy przesiadkę i około 2 godziny oczekiwania na pociąg do Gorlic Zagórzany. W związku z tym umilamy sobie czas w loży dla ViP-ów:
Jest tak, że paszę można zamówić na wynos, zatem poszliśmy uzupełnić kalorie. Ja w ramach śniadania "wziąłem" obiad, czyli kwaśnicę i schabowego w pakiecie + kompot, który był słodki jak diabli. Z konsumpcją nie trza było się spieszyć, bowiem nasz pociąg miał "planową" ok. 40 minutową obsuwę już na starcie. Ale co tam - mamy urlop - nie będziemy sobie głowy zaśmiecać drobiazgami. W końcu ruszamy. Droga przebiega bez incydentów, więc nie bardzo jest sens się produkować. W zdrowiu docieramy do strefy zrzutu, Gorlice Zagórzany witają:
Temperatura w GZ oscyluje w okolicy "małego" minusa. Do Gorlic mamy dosyć spory kawałek, więc bez zbędnego marudzenia ogarniamy kierunek i w drogę. Zaczynamy profesjonalnie, asfaltem. Trasę umila ta oto kapliczka przydrożna:
Zbliżając się do przystanku komunikacji miejskiej widzimy, że zbliża się autobus. Szast, prast i mkniemy ze dwa albo trzy przystanki w okolice dworca kolejowego w Gorlicach. Jesteśmy na miejscu. Szlak zielony do nas mruga :)
Kulamy do parku miejskiego. Przekraczamy Ropę:
Kulamy "bez kładkę":
Czas mamy dobry :))
Red z Kasią zgłodnieli, więc spokojnie idę przed siebie. Wychodząc z parku spotykam sympatycznego mieszkańca Gorlic, z którym ucinam pogawędkę:
Niniejszym miejski zgiełk zostaje za mną, przekraczam ulicę. Szlak wiedzie wzdłuż płota i wyprowadza lekko pod górkę. Na ul. Lenartowiczów łypię okiem:
Stojąc przy pięknym drewnianym domu obcinam na cmentarz wojenny nr 88 Gorlice - Sokół projektu Hansa Mayra:
Dalsza część trasy to rajd między posesjami. Kulam wzdłuż ogrodzenia działek przy którym znajduje się pomnik:
Ponownie schodzę do asfaltu. Poczekam na Reda i Kasię w wiacie przystanku PKS. Przed nami ostatnia prosta na pierwszy nocleg, oczywiście dalsza trasa wiedzie asfaltem. Ostatni odcinek do pola biwakowego "Łysula" godny, żarty się kończą:
Docierając na miejsce miałem obawy, czy zostawienie namiotu w domu okaże się dobrym pomysłem, bowiem zawsze tu nie byłem. Wszystko wskazuje na to, że tak:
Jesteśmy na miejscu, logujemy się w wiacie. Są dwa duże stoły i ławki. Miejsca dla nas wystarczająco dużo. Bawimy w "Kafejce pod brzozą" :). Położenie wiaty jest doskonałe jak widać. Mimo mrozu /późnym wieczorem termometr wskazywał -12 stopni/ noc była bezwietrzna. Po zachodzie słońca temperatura zaczęła gwałtownie spadać. Trza było coś robić :)
Po kolacji rozeszliśmy się na pokoje:

W worku uwalony z zadowoleniem przyjmuję warunek jaki oferuje "Łysula". Z racji braku namiotu, noclegu tutaj się obawiałem. Odpadam snem "sprawiedliwego". Dobranoc.

16.02.2021 

Kafejka pod brzozą - Wiata nad Huciskiem

Kilka razy w nocy się budziłem. U mnie to syndrom dnia pierwszego. Nocleg w wiacie ma dla mnie tę przewagę, że oszczędzam czas na składanie i rozkładanie namiotu, co przy temperaturze w naszym przypadku ok. -10 stopni rankiem nie jest bez znaczenia. Kończąc rozważania pora wyjść z ciepłego worka :), jak wiadomo świtem bladym ojczyzna wzywa. Skoro się wygramoliłem i załatwiłem sprawy najpotrzebniejsze czas powoli ogarniać barłóg następnie śniadanie i szykujemy się do wymarszu. Na odchodne miejsce naszego noclegu:
Jak wiadomo, podczas rakietowych imprez nie może zabraknąć tego zestawu:
Ruszamy. Warunki mamy idealne. Jest słonecznie, trasa odrobinę przetarta, śniegu pod rakiety w sam raz. W drodze na Łysulę przechodzimy przez piękną polanę i meldujemy się na szczycie, Łysula 551 m:
Chwila przerwy i ruszamy dalej:
Po jakimś czasie wychodzimy z lasu:
Jesteśmy na łąkach nad Męciną Wielką. Przed nami widok na Mały Ferdel 578 m oraz nieco dalej Ferdel 648 m:
Po chwilach zachwytu schodzimy do Męciny Wielkiej. Do cerkwi p.w. śś Kosmy i Damiana z 1807 roku nie idziemy, powodem jest przejście odbicia szlaku:
Z MW odbijamy do Wapiennego:
W Wapiennem znajdują się dwie przestronne wiaty, które mogą w razie awarii posłużyć za miejsce na awaryjny nocleg. Po wyrównaniu oddechu kręcimy do grzbietu szlakiem zielonym. Do szczytu szlak przetarty, nie ma potrzeby użycia rakiet. Na trasie:
Minąwszy Mały Ferdel docieramy do rozgałęzienia szlaków zielony/niebieski:
Jeszcze chwila. Poniżej szczytu Ferdla jesienią 2019 roku postawiono drewnianą wieżę widokową. Miałem w planie być na niej jesienią 2020 podczas imprezy, o wieży wspominał również Dynidor w jednym z komentarzy. Niestety, z powodu doznanej kontuzji musiałem odpuścić, zatem jestem teraz:
Pierwotnie pomysł był taki, aby wybudować ścieżkę w koronach drzew. Jednak koszty okazały się zbyt wysokie i pozostało na wieży. Całe szczęście, dopiero byłby gnój! Pora zrzucić klamoty:
Autor relacji na tarasie widokowym:
Zaczyna się chmurzyć. Przerwę na garnucha zrobimy w wiacie nieco niżej pod Barwinokiem, tuż przy odbiciu czarnego szlaku:
Początkowo miałem zamiar coś ugotować, ale dałem spokój. Po odpoczynku zmieniamy kolor szlaku na czarny. Kręcimy na Diabli Kamień, w drodze:
Docieramy do kolejnego skrzyżowania szlaków:
Za chwilę dotrzemy do Diablego Kamienia:
Rzeczony pomnik przyrody jest obecnie ogrodzony drewnianymi barierkami, robimy obejście i chwila odpoczynku:
Przed nami kolejna atrakcja Beskidu Niskiego, czyli Wodospad Magurski, do którego kulamy czerwoną ścieżką dydaktyczną. Docieramy na miejsce:
Chwilę tu spędzamy. Mając już szafę na plecach i będąc gotowy do wymarszu jorgnąłem się, że jest tutaj pieczątka! Red mnie dorzucił, że na Diablim Kamieniu również znajduje się stempel, no i masz! Muszę tu wrócić :). Stemple uzupełnię przy kolejnej wizycie w tym rejonie. Przed nami ostatni odcinek. Docieramy do drogi wyznakowanej jako niebieski szlak rowerowy z Folusza, nudnawy odcinek. Na dodatek śnieg średnio ubity i zastanawiamy się nad założeniem rakiet. Red z Kasią jako pierwsi wskakują w skrzypce, ja się jeszcze waham. W okolicy kapliczki św. Franciszka/bardzo interesujące miejsce odpoczynku/ również wskakuję w rakiety bo ciężko się idzie:
Niebawem docieram do wiaty, brogowe schrony Magurskiego Parku Narodowego to samo dobro. Powoli ogarniamy plac na nocleg, Red mnie informuje, że ma inny pomysł na dalszą trasę i jutro idą z Kasią do czerwonego szlaku. Ja obstaję przy kontynuacji szlaku zielonego, więc jutro się rozstajemy i ustawkę robimy w schronisku w Chyrowej we czwartek. Siedząc w wiacie słyszymy wzmagający się wiatr, to na zmianę pogody. Zamiast namiotu zabrałem dodatkową plandekę większego rozmiaru oraz wkręty drewna. Pamiętam, że kiedyś będąc w Karkonoszach zimą, na nocleg przyszedłem do wiaty na Czarnej Przełęczy, w której przez jakiś czas nie było drzwi, bo jakiś cymbał wyłamał zamek. Wówczas pomysłowi Czesi naprędce "zorganizowali" jakieś tymczasowe wrota aby nie nawiewało śniegiem do środka. Postanowiłem wykonać podobny myk i zanabyłem większą płachtę oraz wkręty do drewna. Po tym doświadczeniu mam pewność, że ten patent będę wykorzystywał maksymalnie podczas zimowych plenerów. Red mnie usiłował wyprostować fraszką o dewastacji wiaty, ale nic z tego. Są sposoby "montażu" wkrętów, bez szkody dla wiaty. Pławimy się w luksusie:

Wieje na dobre, leżymy w woreczkach, Red częstuje czekoladą z Nowej Zelandii, mmmmmmmm... Odpływam, dobranoc.

17.02.2021 

Wiata nad Huciskiem - Nowy Żmigród - Zajazd Pod Małym Laskiem

Noc zdecydowanie cieplejsza, o ile pamiętam temperatura oscylowała w okolicy -6 stopni. Wiało całą noc. Jest o tyle miło, że można herbatę pić bez rękawiczek, poprzedniej nocy to było niemożliwe :). Po śniadaniu zbieramy się, wybywam pierwszy. Przede mną trasa do Mrukowej. Chwilę po wyjściu zaczyna padać śnieg i co gorsze, opad systematycznie przybiera na sile. Docieram do skrzyżowania:
Niebawem przed pierwszymi zabudowaniami pojawia się "kompleks wypoczynkowy". Jest do dyspozycji miejsce na ognisko,  poza tym duża wiata z paleniskiem w środku:
Jest również kolejna zadaszona wiata, która może pełnić rolę ołtarza polowego/kaplicy?, w którym można się zalogować. W niedalekiej odległości przebiega droga krzyżowa. Jest także sławojka. Dotarłem do kaplicy na postój. Zrzuciłem klamota i poszedłem skorzystać z luksusów tego miejsca, następnie udałem się po wodę:
Jako, że zaczęło sypać na dobre, więc postawiłem na herbatę:
Herbata w termosie jest, gorący posiłek trącony, zatem trza się pakować. Sypie regularnie, grzbietu nie widać. Zmieniam marszrutę i idę do Brzezowej, aby dotrzeć do żółtego szlaku rowerowego:
W rakiety wskakuję i przemieszczam się jak normalny biały człowiek. Drogę umila widok na Skalnik z kościołem p.w. św. Klemensa:
Co muszę wspomnieć, rzeczony szlak rowerowy pociągnięty jest bardzo atrakcyjnie. Docieram do pierwszych zabudowań. Przy bardzo ładnie utrzymanej niebieskiej chyży wyskakuję z rakiet. Chwilę rozmawiam z właścicielem posesji, po czym ruszam. Mytarz czeka. Za chwilę dotrę ponownie do szlaku zielonego i jak się zdaje, mam powtórkę z początku trasy - rajd między posesjami:
Za chwilę opuszczę Mytarz, spojrzenie na Wisłokę:
Ponownie "bez kładkę", hop!
I jeszcze po schodach, nie ma lekko :)
Wtaczam się do ryneczku, Nowy Żmigród wita na bogato:
Kroki kieruję do delikatesów golnąć zawartość puszki imperialistycznego chłamu. Jak wiadomo, najpewniejszą "informacją noclegową" jest ekspedientka w sklepie, zadałem pani pytanie o "Wichrowe Wzgórze". Chwilę rozmawiając dostałem "zapasowy" namiar, który okazał się "strzałem w dyszkie". Dziękując za pomoc opuszczam sklep i kołuję do hotelu "Wichrowe Wzgórze", który jest zamknięty. Na szybie wisi telefon kontaktowy, więc dzwonię. Właścicielka informuje mnie, że niestety hotel jest zamknięty, ale sugeruje, abym zszedł do pizzerii i zapytał tam panią o inne opcje noclegowe, tak też czynię. W takich sytuacjach budujące jest to, że ludzie chcą normalnie pomóc. Pani Agnieszka dzwoni tu i tam. Dostaję namiar na Zajazd Pod Małym Laskiem, oddalonym o 2 km od NŻ. Mając zabukowany nocleg pięknie dziękując kulam w stronę Krempnej. Przy okazji jestem obserwatorem dosyć poważnie wyglądającej kolizji:

Moje miejsce docelowe jest dosłownie 100 metrów dalej. Wbijam na salony, ufff, jak dobrze :). Loguję się w pokoju nr 1, zamawiam obiad z dostawą do pokoju i ogarniam bajzel. Po obiedzie gorąca kąpiel. Obserwując co dzieje się na zewnątrz nawet nie myślę o jutrzejszym wymarszu w góry. Jestem w kontakcie z Satanem, Barsus napisał esa. Późnym popołudniem podejmuję decyzję o zakończeniu imprezy. Wysyłam esa do Reda, że kończę imprezę w Nowym Żmigrodzie i w dniu następnym wracam do domu. Śnieg sypał całą noc. 

18.02.2021 

Zajazd Pod Małym Laskiem - Rzeszów - Wrocław

Bladym świtem łypię przez okno, pada cały czas. Temperatura +2 stopnie. Nie, nie, mowy nie ma. Schodzę na śniadanie i patrzę jak dziewczyny walczą z odśnieżaniem parkingu, śniegu spadło dobre pół metra. Po posiłku pakuję manatki, pięknie dziękując za gościnę i pyszne jedzenie /barszcz czerwony z uszkami mnie pozamiatał/ opuszczam zajazd. Po wczorajszych rozmowach z dobrymi ludźmi jestem bogatszy o kolejne dwa namiary na nocleg w NŻ, które mogą się przydać w przyszłości. W drodze do Nowego Żmigrodu:
I ponownie w rynku:
Na przystanku autobusowym czekam chwilę, ledwo zdążyłem przytroczyć patyki podjeżdża "MiŚ" i wiozę się do Krosna. Ostatni kadr z autobusu w drodze z Jasionki:

W zdrowiu docieram do Krosna, czekam może 20 minut na "Marcela", którym jadę do Rzeszowa. Mając dwie godziny zapasu na spokojnie kulam do dworca kolejowego. O 15.21 wiozę się "Ślązakiem" do Wro. Uwalony w przedziale mam jednego pasażera, który jest miłośnikiem aktywnego wypoczynku, także czas do Kraka zleciał na pogaduchach jak z "bata strzelił". We Wro na kwadracie melduję około godziny 21.00. Niewątpliwie załapałem się na ostatni powiew zimna, na szlak zielony zdecydowanie powrócę, mam jakiś pomysł. Znakomitym pomysłem dla mnie było zostawienie namiotu w domu i zabranie większej plandeki, śmielej będę podchodził do takiego ekwipunku zimą. Podziękowania dla Satana za serwis pogodowy jak i dla Barsusa za ważne wskazówki dotyczące alternatywnych noclegów :). Panowie, dziękować! 

Dziękuję za uwagę.

Komentarze

  1. Szkoda, że warunki nie utrzymały się do końca wyjazdu, bo zima tak szybko poszła sobie.

    Jednak trzeba docenić, że śniegu nam nie brakowało.

    Zerknij jeszcze raz do akapitu, w którym wspominasz wiatę na Czarnej Przełęczy, bo ze dwa słowa zjadłeś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawione, dopisane. Dziękować za czujność :).

      Usuń
  2. 👍
    nie ma za co. Fajna eskapada. Kiedyś ja będę musiał się wreszcie wybrać na ten zielony szlak w całości. Do tej pory mam przewedrowane tylko fragmentami kilka kawałków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podobnie. Znam ten szlak z kawałków. Bardzo miłe wrażenie zrobił na mnie pagór Wysokie.

      Usuń
    2. Zastanawia mnie, gdy schodziliście czarnym szlakiem do folusza, czy były tam jeszcze ślady naszych nart?

      Usuń
    3. Ślady były. Czy wasze? Nie wiem, pewnie tak.

      Usuń
  3. Cyryl (gdzie jesteś?)21 lutego 2021 14:13

    Czarny szlak w Wapiennym to dla mnie nowość, "zawsze" kończył się przy wiacie pod Barwinokiem. Pociągnięty jest tak jak zielony, czy są jakieś innowacje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również byłem zaskoczony, na mapie BN od Compass z 2020 roku jest wyznaczony na odcinku Barwinok =>Folusz. Podejście z Wapiennego czarny szlak omija Mały Ferdel.

      Usuń
    2. Cyryl (gdzie jesteś?)21 lutego 2021 18:32

      Fajnie, że nowe ścieżki malują nawet w parkach narodowych, no ale nie powiem, abym był pod wielkim wrażeniem tego przebiegu i możliwości, jakie niesie ze sobą :)

      Usuń
    3. Jeszcze chwila i każde drzewo będzie miało swój kolor szlaku :))

      Usuń
  4. Te wiatki ratuje to, że nie ma w środku pieca, bo ogrzewanie przyciągnęłoby imprezowiczów. Wtedy z noclegu nici. A'propos plandeki budowlanej, u jednego gościa na youtube podpatrzyłem patent z rozwieszaniem dodatkowego tarpu na biwaku - w przypadku dupówy czy upału facet osłania się od warunków zewnętrznych i nie musi przez cały czas siedzieć w namiocie, dzięki temu cymesowi miał też suche drewno na opał.

    Zielony szlak ma potencjał, nocleg w masywie Bucznika wspominam doskonale. Kładka w Mytarzu bardzo fajna, można się pobujać. :)

    Ogólnie wypad (i relacja) jak zwykle bdb, graty za całą imprezę. W całym tekście brakuje mi informacji, która to jadłodajnia na dworcu w Kraku serwuje takie frykasy o 8:30. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie zielonego szlaku, obowiązkiem dla mnie będzie posiedzieć na wzniesieniu Trzy Krzyże. Dave, nazwy knajpy nie kojarzę, ale raczej do niej trafię :). Może Red będzie pamiętał.

      Usuń
    2. ”Polskie Smaki” pod peronem 1. Ale od 9:00 ;)

      Usuń
  5. Drugi dzień elegancki - pięknie zimą Beskid Niski się prezentuje. A ten żółty szlak rowerowy brzmi dobrze... Może właśnie rodzi się plan na wiosenny wyjazd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żółty szlak rowerowy zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Na tym krótkim odcinku, którym dreptałem jest różnorodnie.

      ps. Czytałem niedawno w internetach, że GOPR ostrzega...przed schodzącym lawinami w Beskidzie Niskim! Takie miejsce miało na północnych stokach Cergowej, która była potencjalnie końcowym szczytem wędrówki.

      Usuń
  6. A wiesz, że ostatnio też gdzieś czytałam o stromych północnych stokach Cergowej? A wtedy było tyle śniegu, że lawiny mogłyby zejść? Byłeś może już na wieży po podniesieniu jej piętra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że masz na myśli wieżę na Cergowej? Tak, byłem w lutym 2019 roku. Ale że co? Dorobili coś na wieży???

      Usuń
    2. Tak panie kolego. Na to wygląda. Jak byłem tam końcem zeszłego roku to pachniało świeżym wiórem. I ostatnie piętro a dokładnie schody na nie wyglądały jakby były dopiero co wykonane.

      Usuń
    3. Cergowa nieustannie zaskakuje :))

      Usuń
    4. Może, jak wszystko pójdzie dobrze i nasz rząd znów nie wymyśli jakiegoś zamknięcia, uda mi się w marcu sprawdzić, co widać z dodatkowego piętra wieży na Cergowej. Ten żółty szlak rowerowy leci na Mytarz? Bo mam oznaczenia, ale bez kolorów.

      Usuń
    5. Zatem trzyma kciuki za marcowy wyjazd, ja dopiero jesienią znajdę "ze dwa dni" na Beskid Niski. Co do żółtego szlaku rowerowego, tak, on prowadzi do Mytarza, tam się łączy z zielonym pieszym => Nowy Żmigród. Przyjrzyj się tej okolicy na rower, szlak jest jak się zdaje wyznaczony bardzo atrakcyjnie! Dotrzesz nim na Grzywacką Górę, Kąty i inne. Sam się kufa zastanawiam, czy nie pyknąć tego szlaku z buta przy nadarzającej się okazji, wygląda pysznie.

      Usuń
  7. Ale mnie Menel rozczuliłeś , zwłaszcza ten zimowy widok na Męcine Wielką . Mam tam małą metę na przeciwległym zboczu za cerkwią . Zaskoczyło mnie pole biwakowe Łysula - to chyba coś nowego. Często tam przechodziłem i widziałem tylko prywatną posesję letniskową . No tak ale ostatni raz był 3-4 lata temu. Jeszcze raz dzięki za miód i balsam na moje oczy i serce . Pozdrawiam Dynidor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pole biwakowe posiada gospodarza. Dynidor, piszesz że masz metę? Możesz jaśniej kapkę?

      Usuń
    2. Mały domek kempingowy ze sławojką i 10 arów po dziadku - coś na emeryturkę . A z tym miodem na oczy to przegiąłem .

      Usuń
  8. Coś pięknego, nie dość, że można rozmarzyć się przy relacji i widoczkach, to jeszcze kilka zupełnie mi nieznanych wiatek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dożyję czasów, że pobyt w BN oprę o wiaty, chatki, itp...bez namiotu.

      Usuń

Prześlij komentarz